Dałam się. Pozwoliłam się jej wystroić. Czemu? Cóż, magia jej uroku.
Poprawiałam czarną, ściśle przylegającą do ciała sukienkę, sięgającą do połowy uda. Jej długi rękaw skutecznie ukrywał bandaż. Ręka na całe szczęście już nie bolała. Na nogach miałam czarne botki na podwyższeniu. Spojrzałam w stojące przede mną lustro. Usta pociągnięte burgundową szminką, a oczy podkreślone tuszem do rzęs i eyelinerem. Włosy, podkręcone lokówką, kaskadami opadały na przykryte ciemnym materiałem ramiona.
Nie przypominałam siebie. W najmniejszym stopniu. Ale... Ale nie czułam się z tym jakoś dziwnie. Chyba raz na jakiś czas będę sobie pozwalała na taką zmianę.
- Zaraz zmienię orientację! - pisnęła, chwytając mnie za nadgarstek. Obróciła mną dookoła mojej osi, zachwycając się ze stworzonego przez siebie dzieła.
Wywróciłam oczami, zatrzymując się. Ta schwyciła moje obie dłonie, nadal nie odrywając ode mnie wzroku. Była pod niesamowitym wrażeniem.
- Wiesz co? Jesteś takim Kopciuszkiem...
- Jeszcze trzeba znaleźć mi księcia... - zażartowałam, a tej rozbłysły oczy, jakbym powiedziała najważniejszą rzecz jej życia. O nie, jak podobało mi się przebieranie i malowanie, to tego planu będę całkowitym przeciwnikiem.
Wypowiedzenie jej pomysłu przerwał dźwięk telefonu, który oznajmiał, że taksówkarz już jest przed blokiem. Pospiesznie się ubrałyśmy i w równie szybkim tempie opuściłyśmy mieszkanie, nie zamieniając ze sobą ani słowa.
Jak chodziło o ubrania, to nie miałam nic przeciwko. Jednakże ten klub... Ten klub naprawdę źle mi się kojarzył. Zmieszałam się, znów chciałam nawiać do domu.
- Clara, bo jak Cię kopnę... Albo i nie - sięgnęła po coś do torebki. Drugą ręką złapała moją dłoń i wcisnęła mi do niej foliowe opakowanie. - Wsyp to do drinka. Rozluźnisz się.
Objęła mnie jednym ramieniem i poprowadziła do środka. Znów ta muzyka... Oh, zdecydowanie tu nie pasuję. Jak Melli tu daje sobie radę?
Nasze pojawienie się wywoływało niezwykłe reakcje pośród męskiej części siedzącej przy barze. Melanie słyszała to o wiele za często, a ja? To... Nawet nie wiem, jak to określić.
- To, co zawsze - zwróciła się do barmana, a ten skinął jej głową i zabrał się do pracy.
- Rozluźnij się - szepnęła mi na ucho, zaciskając palce na mojej pięści. Zreflektowałam się, że nadal trzymam w uścisku woreczek, który mi dała.
- Co tam jest? - poruszyłam dłonią, licząc, że odpowie mi na to, jaka zawartość kryje się w opakowaniu.
- Amfa - to słowo kojarzyło mi się tylko z jednym... - Nie martw się, nie biorę. Mam to tylko po to, aby dać to komuś takiemu jak Ty. Osobie, która musi się wyczilować.
Cmoknęła mnie jeszcze w policzek, po czym odwróciła się w stronę baru i wzięła dwie wysokie szklanki. Ruszyła przed siebie, a ja jak głupia za nią.
Znów znalazłyśmy się przy stoliku z dobrym widokiem na bar. Dziwnie się czułam, chociaż jeszcze nic nie wypiłam - z lekka kręciło mi się w głowie, a w uszach niemiłosiernie dudniło. Czemu ja znów dałam się jej wyciągnąć?
Wyciągnęła w moją stronę dłoń, a ja spojrzałam tylko na nią, oszołomiona, nie wiedząc, co mogę zrobić.
- Oh, daj mi ten woreczek - ponagliła, a ja lekko dygocącą ręką jej to podałam. - Zdecydowanie potrzeba Ci zluzowania.
Wzniosłam oczy ku niebu, kręcąc głową. Jedyne, czego teraz potrzebowałam, to bycie w domu, najlepiej w zaciszu mojego pokoju. Pod kocem, z książką w ręku.
Podsunęła mi pod ręce szklankę. Na pozór wyglądała normalnie, ale w środku... W środku rozpuszczał się narkotyk. I niby mam to wypić, tak?
- Gdybym pomyślała, to bym Ci wsypała to bez Twojej wiedzy - syknęła, po chwili się ogarniając. Pogładziła mnie po dłoni. - Wrzuciłam pół tabletki. Nic Ci nie będzie, obiecuję.
Zacisnęłam palce wkoło szklanki i trochę ją przybliżyłam do siebie. Przyjaciółka cierpliwie czekała, aż zrobię ten najważniejszy 'krok'.
Powoli podniosłam szklankę i przytknęłam ją do ust. Pociągnęłam pierwszy łyk.
- Aby zadziałało, musisz wypić wszystko - poinstruowała, a ja potaknęłam, niespiesznie opróżniając naczynie.
Teraz jedyne, co mi zostało, to czekać, aż zacznie działać.
- Zobacz, kogo spotkałam! - pomimo głośnego dźwięku muzyki, brzmienie głosu Melanie dało się usłyszeć z odległości kilometra, był taki donośny! Odwróciłam się, powoli, aby niepotrzebnie nie zakręciło mi się w głowie. Przyjaciółce towarzyszyła wysoka postać. Zmarszczyłam brwi, próbując ją sobie w jakikolwiek sposób skojarzyć.
Uśmiechał się zawadiacko, lustrując mnie spojrzeniem. W policzkach czaiły się dołeczki... Te dołeczki, które już widziałam... O nie, to niemożliwe...
Podeszli do mnie, a mi zrobiło się z lekka niedobrze. Spodobał mi się, potwornie. Już od tamtej chwili, kiedy to do mnie podszedł i się dosiadł... Ale wiedziałam, że u mnie wszystko jest chwilowe. Melanie nie musiała mi nic mówić, byłam świadoma tego, jak zakończyło się moje przedwczesne wyjście z klubu w poprzednim tygodniu. Tłumaczyłam to sobie tym, że oboje byli pijani i pewnie żadne z nich do siebie nic nie czuło...
Coś mu szepnęła na ucho i zniknęła bez słowa. Wcale mnie to nie zaniepokoiło... Skądże znowu.
- Patrzysz się na mnie tak, jakbyś mnie nie pamiętała - zaśmiał się pogodnie, spoglądając w dół, na mnie. Zrobiło mi się trochę głupio, więc błyskawicznie się podniosłam, co przypłaciłam lekkim zachwianiem, które skończyłoby się upadkiem, gdyby nie...jego ramiona.
- Skądże znowu... - złapał mnie na tym, że pochłaniałam wzrokiem jego twarz, z każdym szczegółem... Kurwa, nie idzie mi dyskretne obserwowanie.
Zaśmiał się pogodnie, chwytając mnie jedną ręką w pasie, a drugą dotykając przyrumienionego policzka. Poczułam przeszywające moje ciało przyjemne dreszcze. O tak...
- Słodko się rumienisz - przesunął dłoń z policzka niżej, przejeżdżając po całej długości pleców. - I równie słodko wyglądasz.
Zawstydziły mnie te słowa. Nigdy wcześniej żaden chłopak nawet na mnie nie spojrzał, a tu... Speszona spuściłam głowę. Rumieniec na twarzy kwitł... Chyba nie jest ze mną tak źle, bowiem reaguję całkiem ludzko. Gdybym tylko się nie chwiała... Byłoby idealnie.
- Hej, wstydziochu - schwycił mój podbródek i podniósł go do góry, przez co nasze spojrzenia się skrzyżowały. - Do twarzy Ci z tym rumieńcem.
Moje policzki już nie piekły, parzyły, a nawet i wrzały! A ten, jakby nigdy nic, przyciągnął mnie do siebie i naparł swoimi wargami na moje. Może to amfa, krążąca w moich żyłach, nie pozwalała mi się sprzeciwić i odsunąć? Może to to pragnienie, które już ujawniało się tydzień temu?.. Nie wiem, ale nie chciałam tego kończyć.
Oplotłam dłońmi jego szyję, a jego ręce przesunęły się na moje pośladki i lekko je ścisnęły. Jego wargi łapczywie całowały moje...w sumie nie tylko wargi. Zawędrowały nawet też w stronę szyi...
- Chodźmy do mnie - wymruczał mi na ucho, przygryzając jego płatek. Mruknęłam gardłowo, a nasze usta znów się złączyły. Po chwili jednak się cofnął i schwycił mnie w pasie, po czym poprowadził w stronę szatni.
Oh, czemu nie byłam w stanie wykazać się swoją silną wolą i bez niczego oddawałam się temu, co mi robił? Gdzie Melanie, która byłaby w stanie to powstrzymać?
hehe.

:o
OdpowiedzUsuńJestem w szoku nie XD
Cudo ❤
Buziaki :***