sobota, 17 grudnia 2016

niesamowita

Hojbjerg ze mną nie rozmawiał od niedzieli. No nie wiem dlaczego się tak obraził. Bo może przerwałem mu próbę wyrwania jakieś laski w sobotnią noc? Bo może go zlałem w niedzielę, kiedy rano męczył go kolejny kac? Bo może Breitenreiter na każdym treningu cisnął po nim, jak po nikim innym? Każde z tych pytań było oczywistą odpowiedzią.
Clarę w internecie znalazłem po naprawdę krótkich poszukiwaniach, jednakże nie byłem w stanie wysłać chociażby tego durnego zaproszenia na Facebooku. Nawet nie wiem dlaczego. Co mnie wstrzymywało? Może ten obraz, jaki gościł mi w głowie za każdym razem, kiedy widziałem jej zdjęcie? Zapewne.
Chciałem zacząć to od nowa, od zera. Ona też, na całe szczęście. Tak, przemogłem się i nawet nawiązaliśmy kontakt. Ba, mieliśmy się nawet znów spotkać.
Adres do mieszkania Melanie - tej dziewczyny, która zabrała ją od Hojbjerga - zdążyłem zapamiętać, więc dostanie się do niej nie było problemem.
Denerwowałem się, to fakt. Nie mogłem się nakręcać, bo... No bo po co? Skaza po Nathalie nadal we mnie była...Tak, Clara jest piękną dziewczyną, nie można jej tego odmówić. Gdy tylko spojrzałem w jej oczy, to poczułem coś dziwnego. Jakby miała przed światem sekret... I to coś kazało mi poznać tę tajemnicę, jaką skrywała. A poza tym nie lubię zostawiać czegoś niezamkniętego, a ta relacja zdecydowanie należy do tej grupy.
- Wychodzisz gdzieś? - w końcu książę się do mnie odezwał! Wow, to takie cuda się dzieją? Stałem wtedy w łazience, przy otwartych drzwiach i patrzyłem się w lustro, chcąc sprawdzić, czy aby wszystko jest ok. Nie żebym jakoś specjalnie się stroił...
- Nie widać? - uważnie mi się przyglądał, a jego twarz przybrała minę myśliciela.
- Czyżbyś w końcu się ogarnął i znalazł jakąś dziewczynę? - spytał tonem wścibskiego ojca. Wzniosłem oczy ku niebu, aby po chwili znów patrzeć się w zwierciadło. Było dobrze, a lepiej już być nie mogło.
- Zapytać się możesz, wiedzieć już nie musisz - minąłem go, przechodząc do korytarzyka. Założyłem kurtkę, buty i z szafki wyciągnąłem kluczyki od swojego auta. Może coś do mnie mówił, może nie. Nie wiem i szczerze nie obchodziło mnie to. Tyle czasu się nie odzywał, to co? Teraz nagle mam ja z nim konwersować?
Pięć minut później byłem już pod kamienicą, w której mieszkały. Zerknąłem na zegarek w telefonie, który wskazywał godzinę 16:57. Miałem trzy minuty, spokojnie zdążę.
Wspinałem się po schodach na drugie piętro. Jedynymi słyszalnymi dźwiękami były moje ciężkie odetchnięcia i stąpania po schodach. A później dzwonek, kiedy już dzwoniłem do ich drzwi.
- Clara! - donośnie zawołała Melanie, raniąc moje bębenki. - Może wejdziesz?
Postawiłem dwa kroki do przodu, po czym zamknąłem za sobą drzwi.
- Już idę! - i jak na zawołanie zjawiła się w korytarzu. Miała na sobie beżowy, trochę przydługi, sweter, i czarne spodnie. Włosy miała zaczesane w dwa warkocze, a na twarzy naprawdę niewielki makijaż. Odruchowo się uśmiechnąłem, a cały świat nagle przestał się liczyć.
Obserwowałem ją uważnie w czasie, kiedy narzucała na swoje ramiona czarny płaszczyk, czy zakładała na nogi botki w tym samym kolorze. Ale czemu się tak na nią zagapiłem? Bo może wyglądała tak zjawiskowo, jak nikt inny?
- Alessandro? - dopiero jej głos ściągnął mnie na ziemię. Zamrugałem gwałtownie, wracając do świata żywych.
- Tak, chodźmy - przepuściłem ją w drzwiach, po czym skierowaliśmy się po schodach na dół. kroczyła przede mną, dzięki czemu choć przez chwilę mogliśmy uniknąć rozmowy. Nie wiedziałem, o czym możemy w ogóle mówić i to mnie przerażało.
- Przez internet to nie to samo, więc.. Dziękuję - odezwała się nieśmiało, kiedy kierowaliśmy się w stronę parkingu ramię w ramię.
- Za co? - tak, byłem zaskoczony. Za co mogła mi dziękować, skoro nic, absolutnie nic, się nie dzieje?
- Za to, że to spotkanie pozwala oderwać mi się od rzeczywistości.
Spojrzałem się na nią, momentalnie się zatrzymując. Oderwanie od rzeczywistości? Jezu, ta dziewczyna jest jeszcze bardziej tajemnicza, niż myślałem.
- Clara? - podszedłem bliżej niej. Jej ciało przeszywały delikatne dreszcze, chociaż próbowała się uśmiechać. Nic nie mówiłem, nie wiedziałem, czy jakiekolwiek moje słowo mogło podziałać na nią jeszcze gorzej.. Delikatnie dotknąłem jej ramienia. Znowu. Wow, w końcu nie czułem się dziwnie, kiedy dotykałem dziewczynę, jest duży przeskok do przodu.
- Już jest dobrze, możemy iść - udaliśmy się w stronę mojego samochodu.Jej zachowanie daje mi coraz więcej do myślenia.
Odtworzyłem jej drzwi po stronie pasażera, a ta, szepcząc kolejne „dziękuję”, znalazła się w środku. Obszedłem pojazd i zasiadłem za kółkiem.
- Więc gdzie jest ta cała Monica Cafe? - spytałem, zanim odpaliłem silnik.
- Oh, niedaleko stąd - zerknęła na mnie, a jej twarz rozświetlał delikatny, szczery uśmiech. Dodawał on jej jeszcze większego uroku. I nie potrafiłem go nie odwzajemnić.
Przy jej wskazówkach bezproblemowo zajechaliśmy we wskazane miejsce, a po chwili już siedzieliśmy przy stoliku. kiedy kelner odebrał nasze zamówienie, zapadła między nami cisza. Nie była ona jakaś niekomfortowa, wręcz przeciwnie. Było mi w niej...dobrze. Kątem oka przyglądałem się siedzącej naprzeciw mnie dziewczynie, która wyglądała na odrobinę zdenerwowaną.
Okej, Alessandro, sam ją zaprosiłeś, więc się przemóż i podejmij rozmowę.
- Więc, Claro... Czym się zajmujesz? Uczysz się, pracujesz? - po chwili poczułem się jak kretyn, ale od czegoś musiałem zacząć.
- Studiuję filologię romańską. Także trochę dorabiam, żeby poradzić sobie jakoś w życiu - zamilkła na chwilę. - A Ty?
Skoro zadała to pytanie, to musiało znaczyć, że jest zielona w tematach związanych ze sportem. To dobrze, przynajmniej mogę czuć się przy niej swobodnie, nie będąc otoczony piskiem i zachwytem „oh, pan piłkarz!”.
- Gram w piłkę. W Schalke.
Zmarszczyła brwi, zaciskając wargi. Po chwili nimi cmoknęła, znów się uśmiechając.
- Przeprowadziłeś się tu niedawno, prawda? - spytała to takim tonem, że nie potrafiłem się nie zaśmiać. Dołączyła do mnie, a jej śmiech był miodem dla moich uszu.

Siedzieliśmy w kawiarni niemal do jej zamknięcia. Z każdą chwilą coraz lepiej się nam rozmawiało. Ba, mieliśmy się także niebawem spotkać znowu.
To spotkanie pokazało mi ją z całkiem innej strony. Z początku jest nieśmiała, taka skryta... Choć ta skrytość nadal została, bowiem nie opowiadała o sobie za dużo, to widziałem, że im dłużej ze mną siedziała, to stawała się coraz bardziej otwarta.
Zadowolony wróciłem do domu. Wszędzie ciemno, z salonu słychać było jak telewizor cicho gra. Zrzuciłem ze stóp buty, a z ramion kurtkę i odłożyłem klucze na swoje miejsce.
- Oho, chyba randka się udała - Hojbjergowi znów włączył się ton ojca.
- Ona jest niesamowita.


to zdjęcie Olka jest chyba najlepszym komentarzem do tego rozdziału XD

3 komentarze:

  1. jejku jak uroczoooo, są oboje tacy słodcy awww <3 <3
    już czekam na kolejny, pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham to! *.*
    Jakie cudowne <3
    Brafo Łolek, jestem dumna XDDD
    Czekam na kolejny <3
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jacy słodziaki *.*
    Uwielbiam *.*
    Czekam :D

    Mrs. Iglesias

    OdpowiedzUsuń