sobota, 24 grudnia 2016

wyjątkowy klient

Pierwszy tydzień po „wyprowadzce” był przyjemny. Po spotkaniu w czwartek widzieliśmy się jeszcze w niedzielę. 
Potem zaczęły się schody. A mianowicie moja rodzina przypomniała sobie o tym, że istnieję. Zaczęły się wieczne telefony, wiadomości, których treść wręcz podchodziła pod nękanie psychiczne. Doprowadziło to do tego, że musiałam zmienić numer telefonu. Przez to zapanował spokój. 
Przez kolejny tydzień się nie widzieliśmy, miał zbyt wiele treningów i zajęć poza boiskowych, przez co nie mogliśmy znaleźć ani chwili na zamienienie SMSów czy wiadomości na Facebooku na ujrzenie się na żywo. I tak mało się kontaktowaliśmy, ale lepsze to niż nic, prawda? Trochę brakowało mi jego widoku. Tego uśmiechu, który kierował w moją stronę. Jego głosu, tego błysku w oku... Lubiłam jego towarzystwo, a Melanie miała z tego wielką uciechę. 

We wtorki miałam dzień wolny od zajęć, więc cały dzień spędzałam w pracy, w jednej z kawiarenek w pobliżu Uniwersytetu. Musiałam jakoś sobie dorabiać, przecież stypendium nie było takie wysokie, żebym mogła pomagać przyjaciółce w utrzymaniu mieszkania, chociaż ta kategorycznie mi odmawiała.
W przerwie między obsługiwaniem klientów, wymieniałam wiadomości z Alessandro. Nie widzieliśmy się od ponad dziesięciu dni. 
Olek: Wpadnę do Ciebie, zdecydowanie długo się nie widzieliśmy. 
Olek: Tylko uważaj, bo nie będę sam ;) 
Nie będę sam? Momentalnie zmarkotniałam. Kogo mógł ze sobą przyprowadzić? 
Nie zdążyłam nic odpisać, bowiem do lokalu weszła grupka ludzi, którą trzeba było obsłużyć. Zazwyczaj ruch nie był zbyt duży, więc w spokoju wystarczyłam sama na sali i jeszcze dwie za ladą, które podawały mi zamówienia. 
Na szczęście klienci nie pozwalali mi zająć się myśleniem nad wiadomościami od piłkarza. W sumie dobrze, bo niepotrzebnie bym się zamartwiała, że... Że zjawi się w towarzystwie jakieś dziewczyny. 
Odruchowo się uśmiechnęłam, kiedy zabrzęczał dzwonek umiejscowiony na górze drzwi, przez które przechodziła dwójka mężczyzn. Jednym z nim był Alessandro, a drugim opalony szatyn, którego śmiech rozszedł się po pomieszczeniu. 
Starałam zachowywać się normalnie, ale żołądek wywijał mi fikołka, a serce przyspieszyło swoją pracę. Na miękkich nogach odniosłam zamówienie Larze i udałam się do stolika, przy którym się usadowili.
- Dzień dobry, co podać? - uśmiechanie się do klientów przychodziło mi tym razem zdecydowanie za łatwo. Głos brzmieniem przypominał dziewczynkę cieszącą się na widok najlepszej lalki. 
- Dzień dobry, panno Claro - jego towarzysz spojrzał się na niego dziwnie, a Olek wytłumaczył mu, że jestem jego...przyjaciółką, po angielsku.
- Guten morgen, Clara - powiedział łamanym niemieckim, który...mnie rozczulił. Miałam słabość do ludzi zza granicy, którzy próbowali się w niemieckim. 
- Mów na niego Junior - podszepnął, kiedy trzymał mnie w swoich ramionach w formie spóźnionego powitania. Poczułam dziwne mrowienia, a nogi jeszcze bardziej zmiękły, kiedy poczułam jego ramiona, oplatające się wkoło mojego ciała. 
Trochę mnie zatkało, bowiem... Zrobił to pierwszy raz. Znaczy się przytulił. Zrobiło mi się wtedy...tak przyjemnie. Tak dobrze. 
- Jestem w pracy, nie mogę spoufalać się z klientami - zaśmiałam się, przez chwilę go obejmując. Nie chciałam pokazać, jak bardzo mi się to podobało, i jak bardzo chciałam, żeby trwało to jak najdłużej.
- Jestem wyjątkowym klientem, moja droga - zaśmiał się, wracając na miejsce. - A co do naszego zamówienia, to daj nam chwilę, zaraz coś wybierzemy.
Bolały mnie policzki, tak szeroko się uśmiechałam. A to wszystko dzięki jego wizycie... 
- Clara, zakochałaś się? Co to w ogóle za obściskiwanie się z tamtym panem? - zagadała do mnie Marie, druga z dziewcząt, które wypełniały zamówienia. Wywróciłam oczami. Przecież się nie zakochałam. Po prostu polubiliśmy się przez ten czas po ponownym rozpoczęciu naszej znajomości.
- To mój...przyjaciel - zawahałam się podczas wypowiadania tego zdania. Ale przecież on tak samo powiedział Juniorowi, więc dlaczego sama nie mogę tak mówić? 
- Jeśli to Twój przyjaciel to ja jestem panią kanclerz - słuchająca tego wszystkiego Lara wybuchła śmiechem. - Od wejścia łypał na Ciebie wzrokiem! Ty na niego zresztą też. 
- Gdzie tam, zdaje Ci się. 
- A idź! Roznieś tamte zamówienia i wracaj do swojego „przyjaciela” - zrobiła cudzysłów na dźwięk ostatniego wyrazu, a ja pokazałam jej język i wzięłam do rąk tackę, którą zaniosłam do stołu, który obsługiwałam przed pojawieniem się Schoepfa i jego towarzysza. 
- I jak, zdecydowaliście? - spytałam obu, a Junior przez chwilę chyba przetrawiał tę wypowiedź na swój ojczysty język.
- Dwa razy białą kawę i struclę, ale pod jednym warunkiem - pokręcił palcem w powietrzu. 
- Mam się bać? - Junior przyglądał się to mi, to Alessandro, który spojrzał na mnie obrażonym wzrokiem. - Oh, żartuję przecież. 
- Ja też - zaśmialiśmy się, a siedzący na przeciwko Olka mężczyzna machnął ręką i wyciągnął telefon, żeby nie zwracać na nas uwagi. - Jak tu przyjdziesz z zamówieniem, to już tam za prędko nie wrócisz - powiedział, wskazując głową w stronę lady. Dyskretnie się odwróciłam, a znajome z pracy wpatrywały się w stolik, przy którym stałam, jakby działo się tam coś nad wyraz ciekawego. No w sumie to się działo... 
Zacisnęłam wargi, przybierając minę myśliciela. Tak naprawdę już znałam odpowiedź, która zapewne by go ucieszyła. Ale widziałam jak go skręca z tego oczekiwania. 
- Dobrze, niech Ci będzie - uśmiechnął się triumfalnie. Przez chwilę podziwiałam ten uśmiech, aby wrócić do dziewczyn i przekazać im zamówienie.

chyba chcę taką koszulkę :(
z okazji zbliżających się świąt bożego narodzenia życzę Wam spędzenia ich pośród rodziny, żeby Mikołaj suto Was wynagrodził za rok bycia grzeczną!😏 oraz żeby kolejny rok był jeszcze lepszy od tego!😘

4 komentarze:

  1. To przez ciebie Domi twój Olek musiał się znaleźć u mnie XDD choć tak naprawdę nim nie jest ale imię to samo XDD ahahaha 😂😂😂😂
    Jakie cudowne ❤❤❤
    Rozpływam się jak zawsze nie <3
    Czekam na kolejny <3
    Buziaki ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro już koleżanki z pracy widzą, że coś się dzieje,to znaczy, że coś jest na rzeczy ^^ szkoda, że Olek nie przyszedł sam. Mogłoby być bardziej...romantiko 😁 czekam na kolejny, pozdrawiam ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. łee myślałam że Olek sam wpadnie a nie z towarzystwem jeszcze :D
    no ale nic, może następnym razem :D
    czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Eh Olek... A miało być tak romantico! XD
    A tu taka kiszka. XDD
    Ajajaj.. No to czekam na kolejny rozdział perełko! <3
    Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń