Dzień w kawiarni dłużył mi się niesamowicie. Chciałam już wrócić do domu, wyciszyć się... Albo znów ujrzeć Alessandro. Ta druga opcja była zdecydowanie lepsza.
Miałam trochę za złe Melanie tę sytuację, choć nie powinnam. Gdybym się nie bała, to doszłoby do tego, do czego miało dojść. Nieważne, że mogła to zobaczyć. Największą winę w tym wszystkim ponoszę tu ja. Bo jestem tchórzem, który boi się, że to szczęście, jakie go teraz spotyka, to najzwyklejszy sen. Sen, który w każdej chwili może się skończyć...
Westchnęłam ciężko, przysiadając na fotelu stojącym przy jednym ze stolików. Ruchu jak na złość nie było, a ja zaczynałam już odrobinę wariować.
- Spójrz, co ta miłość z nią robi - mruknęła Lara do Marii.
- Właśnie dlatego jestem singielką - zaśmiała się ta druga, co starałam się całkowicie zignorować.
Widziałam, że wszyscy zauważali we mnie zachodzącą zmianę – zaczęłam w końcu odczuwać...szczęście. Byłam szczęśliwa, bo Alessandro był tuż obok. Bo swoją osobą sprawił, że zechciało mi się na nowo żyć. Że czuję, że wszystko jest kompletne...
Dzwonek, jaki uruchamia się przy otwarciu drzwi, wyrwał mnie z zamyślenia, a po chwili przyprawił o jeszcze większą falę euforii.
Alessandro.
Nawet nie próbowałam hamować uśmiechu, skupiłam się na tym, żeby nie rzucić się na niego, tylko zachować się jak człowiek. Powoli wstałam i podeszłam do niego, w tle słysząc chichoty koleżanek. Przyciągnął mnie do siebie, zamykając w uścisku swoich ramion, w których było mi tak błogo... Wtuliłam się w niego z całej siły, a ten się zaśmiał, wargami muskając moje czoło.
Chyba odpłynęłam. Ten całus jest chyba lepszy od pocałunku... Dużo bardziej słodszy. Dużo bardziej czuły...
- Stanie się coś złego, jeśli porwę Wam Clarę? - spytał Schöpfi, a ja wywróciłam oczami, lekko rozluźniając uścisk.
- A bierz ją, ruchu dziś nie ma, a dziewczyna dostawała skrętu...nie powiem czego - ...jednak po słowach Marii znów ukryłam twarz w jego klatce piersiowej. Lepiej, żeby nie widział tego raka, jakiego właśnie spaliłam.
- Słyszałaś, wstydziochu? Na dziś już skończyłaś pracę - oznajmił Austriak, a ja pokiwałam twierdząco głową. Niechętnie cofnęłam ręce i pognałam do naszej kanciapy, skąd wzięłam kurtkę i torebkę. W drodze powrotnej wciągałam ją na ramiona, aby gotowa stanąć przed chłopakiem.
Lokal opuszczaliśmy przy akompaniamencie owacji ze strony dziewczyn, z którymi pracowałam. Od razu po wyjściu otoczył mnie ramieniem w talii. W milczeniu przemierzaliśmy drogę, jaka dzieliła nas od samochodu.
- Porabiasz coś w tę środę wieczorem? - zagaił, kiedy tylko znaleźliśmy się w samochodzie. Zmarszczyłam brwi, przenosząc na niego wzrok. Patrzył się na mnie, odpalając wóz.
- Jaka odpowiedź jest wskazana?
- Że godzisz się na moje plany - odparł jak najbardziej na poważnie.
- Rozpatrzę - odparłam zadziornie, a ten pokręcił głową, chichocząc.
- W środę gramy mecz na Veltins i... Twoja obecność tam wtedy dużo by dla mnie znaczyła - moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki. Chciałabym, no ale...
- Pojawiłabym się tam, ale... Nie mogę, bilety pewnie są wyprzedane, a nawet jeśli tak nie jest, to najnormalniej w świecie mnie nie stać... - szepnęłam łamliwym głosem, spuszczając głowę.
- Clara... - westchnął ciężko. - Najmniej powinnaś się przejmować tą kwestią, naprawdę. Powiedz po prostu, czy przyjdziesz na mój mecz.
- Nie chcę Cię wykorzystywać... - złapał mnie za podbródek i uniósł moją głowę do góry. Miałam łzy w oczach, nie chciałam, aby tego widział...
- Nie wykorzystujesz. Po prostu powiedz „tak”. Nie potrzebuję nic więcej.
Odetchnęłam głęboko, zaciskając wargi. Cierpliwie czekał, aż wyrażę swoją aprobatę. Jego dłoń puściła mój podbródek, przesuwając się na policzek... Czułam prądy przeszywające moje ciało. Bardzo przyjemne prądy.
- Tak - te trzy litery wywołały na jego twarzy możliwie najpiękniejszy uśmiech, któremu uroku dodawały zmarszczki wkoło oczu.
Przygryzł wargę, opuszkami palców sunąc niżej, tuż obok ust... Moje serce niemal nie wysiadło, a ten tak po prostu cofnął rękę! W dodatku ten słodki uśmiech przeszedł w cwaniacki uśmiech. Oparłam głowę o zagłówek, próbując zapanować nad sobą. Zwykły dotyk z jego strony już tak na mnie działał...
Niedługo potem byliśmy już na parkingu stojącym nieopodal kamienicy, w której mieszkam z Melanie. Kiedy wysiedliśmy z auta, ten jeszcze po coś sięgnął. Nie chciałam wyjść na ciekawską, więc czekałam już na chodniku, obserwując jego ruchy. W jednej z dłoni trzymał pudełko. Tak, pudełko. Nie skupiałam na nim swojej uwagi, bardziej obchodził mnie idący w moją stronę chłopak. Złapał moją lewą rękę, splatając nasze palce razem.
Chwilę potem byliśmy już w mieszkaniu. Melanie czujnie się nam przyglądała od chwili, kiedy tylko znaleźliśmy się w korytarzu. Z jednej strony to było trochę śmieszne, szczególnie jej nadopiekuńczość wobec mnie, ale z drugiej... Widziałam te iskierki w oczach, jak tylko zobaczyła nasze splecione dłonie, czy szczery uśmiech na mojej twarzy. Wiedziała, kiedy było ze mną źle, moje obecne zachowanie, to miła odmiana dla niej.
- Zostawię Was samych - puściła mi oczko, kiedy tylko się mijaliśmy. Wywróciłam oczami. - Tylko grzecznie! - ...nie muszę mówić, jak zareagowałam na tę jednoznaczną wypowiedź? Moja twarz znów spowiła się pokaźnym rumieńcem. Alessandro się roześmiał, wolną ręką przyciągając mnie do siebie.
Przeszliśmy do salonu, a Melanie wyszła z domu. To trochę dziwne, bo to jej mieszkanie... Ale jak widać jej nie przeszkadza.
- Otwórz - powiedział, kładąc mi na kolanach pudełko, które widziałam już przed wejściem do kamienicy. Powoli podniosłam jego wieczko, a moim oczom ukazała się liczba 21. Wzięłam materiał w dłonie, a pod liczbą znajdowało się nazwisko Olka...
- Chcę, abyś pojawiła się w tym na stadionie - wyszeptał mi na ucho, po chwili wargami muskając skórę pod nim. Przymknęłam powieki, mocniej zaciskając palce na jego koszulce.
KOCHAM OSTATNIĄ SCENKĘ, w głowie to tak cudownie wygląda, że umieram za każdym razem, kiedy ją sobie wyobrażam XD
dobra, dziś jest chyba najważniejszy mecz sezonu BL, przynajmniej z mojej perspektywy. tak to zawsze najbardziej się przejmowałam meczem FCBII-FCNII (ciekawe czemu :p) ale dziś będzie Bayern - Olek&Holger, gott, nie wierzę, że to pisze.

Jejkuuuu jak super, też chcę taki prezent, Olek słyszysz mnie? :D
OdpowiedzUsuńsjghdd końcówka>>>>♥ no jak w bajce! ^^
OdpowiedzUsuńKoszulke jej dał! <333 Omg. *o* A ciąg dalszy dawania prezentów, to kiedy? ^^
OdpowiedzUsuńKońcówką się rozpłynęłam... <3
Olek jest taki słodki! :3
Czekam na kolejny rozdział :*
Buźki! :**