środa, 8 lutego 2017

mecz

Początek tygodnia strasznie długo mi się ciągnął, ale w końcu nastała środa, której tak bardzo pragnąłem. Nadszedł dzień meczu z HSV, dzień, w którym wszystko miało się zmienić. Oczywiście na lepsze! Niedzielny wieczór, podobnie jak poniedziałkowy, spędziłem z Clarą sam na sam. Tylko z początku, albo pod sam koniec mojej wizyty była też Melanie. Widziałem, jak bardzo bliskie i mocne więzi je łączą. Na szczęście nie była sama i miała właśnie pannę Meier. Mnie też, jednakże wiadomo, dopiero od niedawna. Liczyłem, że...że nie będzie to na chwilę, tylko na dłużej. Nie chciałem jej tracić w chwili, kiedy wszytko zaczęło być już dobrze... Jeśli będzie chciała, poczekam. Aczkolwiek mam nadzieję, że obędzie se bez tego. 
Pojechałem po nią jak najszybciej się dało, zważając na porę meczu. Serce ze zdenerwowania biło mi przyjemnie szybko - podobnie reagowało na widok Clary. Ale kiedy tylko ujrzałem ją w koszulce ze swoim nazwiskiem... Myślałem, że wyskoczy mi z piersi! 
- Gdzie już mi ją zabierasz?! - wypiszczała Melanie. Co jak co, ale ten jej głosik poznałbym z odległości kilku kilometrów. - Najpierw muszę Wam zrobić zdjęcie! 
Clara wywróciła oczami, podchodząc do mnie. Wtuliła się w mój bok, a moje wargi z automatu przylgnęły do jej czoła. Chciałem niżej, zdecydowanie, ale skoro wytrzymałem od niedzieli to nie dam rady do wieczora? 
Jednak nim zrobiła nam tę fotografię, o której piszczała, musiała się na nas napatrzeć. Z jej ust wyleciało przeciągłe „awww”, po którym w końcu wróciła do świata żywych. 
Po małej sesji w końcu wyszliśmy z mieszkania. Szła tuż obok mnie, ściskając obiema dłońmi moją. Miałem wrażenie, że czuła, że ten wieczór będzie wyjątkowy.
Gdzieś po pół godzinie byliśmy już w parkingu, którego po kilku minutach spaceru opuściliśmy. 
- Strzel coś - szepnęła, kiedy staliśmy tuż obok wejścia na trybunę, gdzie dziś miała zasiąść. Przytuliła się do mnie, a mi nie pozostało nic innego, jak objąć jej ciałko ramionami. 
- Dla Ciebie wszystko - odpowiedziałem, całując ją we włosy. Jeszcze chwilę trzymałem ją w swoim uścisku, po czym ta odeszła na trybunę. 

Czułem, po prostu czułem, że to mój mecz. Obecność panny Widemann na stadionie dawała mi dodatkowego kopa. Chciałem, żeby była ze mnie dumna. 
Asystowałem Klaasowi przy golu, na swój czekając do 77. minuty meczu. I udało się! Po raz drugi pokonałem bramkarza przeciwnika w barwach Schalke. 
W celebracji ruszyłem w stronę trybun VIPowskich, gdzie siedziała, z rąk układając serduszko. Stała przy barierkach, wpatrując się we mnie, na którego rzucali się chłopacy. 
Nawet bramka na 3:2, która zmniejszała rozmiar zwycięstwa, nie zgasiła optymizmu, podniecenia i zapału. W szatni starałem się ogarnąć jak najszybciej, aby móc wrócić do Clary. Zrobiłem to, co sobie założyłem, to, czego chciała też Clara... Teraz został ostatni punkt na liście na ten dzień. 
Stała przed wejściem, w miejscu, gdzie przed meczem się żegnaliśmy. Kiedy tylko mnie zauważyła  to rzuciła się mi na szyję. Jej nogi z kolei oplotły moje biodra. Dla asekuracji trzymałem dłonie na wysokości jej tyłka. Nasze twarze były tak blisko, ale jeszcze czekałem. 
Na szczęście byliśmy sami – kibice w większości zdążyli opuścić stadion, w przeciwieństwie do chłopaków, którzy chyba zamknęli się w tej szatni. No ale mniejsza. 
- Cudowny mecz! I jeszcze lepsza bramka! - gdyby mogła, to by wykrzyczała tę wypowiedź. Dobrze mi się zdawało, czy zdarła sobie gardło? 
- Twój doping mnie zmotywował - cmoknąłem ją w nos, kiedy jej policzki znów zrobiły się czerwone. 
- Chyba trochę za bardzo wczułam się w stadionową atmosferę. 
- To znak, żebyś częściej bywała na moich meczach. 
- To też - wyszczerzyła się. - Wracamy? - skinąłem jej głową, a ta zeszła ze mnie. 
W trakcie drogi powrotnej rozmawialiśmy na temat jej doznań w meczu, mojej bramki... Nawet nie wiem, jak szybko ta droga minęła. Jej oczy błyszczały, kiedy tylko opowiadała o meczu z wysokości trybun i uważnie słuchała, kiedy opowiadałem jej o bramce. 
- Ta celebracja... - na samą myśl o niej znów zakryła usta dłonią. W jej oczach zauważyłem łzy. Zdążyłem chwilę wcześniej zatrzymać samochód, cóż za wyczucie. Nadeszła chwila, na którą czekałem na dobrą sprawę już od niedzieli. A może nawet i dłużej? 
Złapałem jej dłonie, odsuwając je od jej twarzy. Jej wargi drżały, a oczy wpatrywały się we mnie. Nachyliłem się, niespiesznie przybliżając się do niej, nie chciałem jej wystraszyć. To miało przyjść samo... I przyszło! 
W końcu mogłem zasmakować jej ust. Przeniosłem dłonie na jej twarz, palcami dotykając policzków. Położyła swoje dłonie na moich, odwzajemniając pocałunek. 
Poczułem wtedy, jak mój żołądek wywija fikołka, a serce łomocze jak szalone. Byłem jeszcze bardziej szczęśliwy, jak po zdobyciu bramki. Nie odtrąc... 
- Olek... Ja nie mogę...przepraszam - szepnęła ledwo słyszalnie, pośpiesznie opuszczając mój samochód. 
Przecież już było dobrze! Co ja takiego złego zrobiłem, że..uciekła? 

moje dziecię weszło wczoraj w 23. rok życia, a tu takie niemiłe niespodzianki od życia XD
na pewno spodziewałyście się takiego obrotu spraw ;pp #działamwschemaciezlekkawsumie
jestem tez o nowej porze, także przyzwyczajcie się, u Olka widzimy się w środę, nie w soboty :D

2 komentarze:


  1. Po pierwsze - DLACZEGO ONA GO ZOSTAWIŁA ;-; hdjsfh przecież wszystko było tak pięknie):
    Po drugie - mam nadzieję, że od razu za nią pobiegł!
    I mam nadzieję, że wyjaśni przczynę swojego zachowania wobec niego..

    OdpowiedzUsuń
  2. Domi ja cie znajdę! I dorwe! Obiecuje XDDDDDD
    No wiesz ty co.. Ja tu się już rozpływam... a tu dupa XDDD
    Ale znasz mnie i wiesz, ze mi się podoba! :D
    Cuuuuudo ❤❤❤❤❤❤❤
    Czek <3
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń