środa, 15 marca 2017

coś innego

Uważnie obserwowałem jej twarz. Dokładnie tę twarzyczkę, przez którą przewijało się po kolei: szok, zdziwienie, niepewność, znów szok, po czym drżenie warg. Jej oczy były rozwarte do granic możliwości. Nie wiedziała, co może powiedzieć. Widziałem to.
- Wystarczy, że powiesz „tak”. To nic nie kosztuje - szepnąłem, pocierając jej policzek.
- Kosztuje, nawet nie wiesz jak dużo...
- Ile razy mam jeszcze Cię prosić o to, abyś się tym nie przejmowała? - odetchnąłem ciężej. Przerabialiśmy ten temat tyle razy i za każdym razem i tak udaje mi się postawić na swoim. A ona niepotrzebnie traci nerwy. - Clara...
- Chwilami czuję się, jakbyś był moim sponsorem... - palnęła cicho, a ja poczułem się głupio. Aż tak źle to wszystko wyglądało? Spuściła głowę z ogarniającego ją wstydu. - Przepraszam...
- Nie przepraszaj, Claruś - odpowiedziałem błyskawicznie. - Naprawdę. To wszystko dla Ciebie nowe, wiem. Ale spróbuj zamknąć karty poprzedniego życia. Teraz jest inaczej, masz wszystko, czego potrzebujesz i czego chcesz. A nawet i więcej, prawda?
Nie chciałem, żeby myślała, że robię to wszystko, aby móc ją...wykorzystać. Aczkolwiek wcześniej nie wziąłem tego pod uwagę. Po prostu chciałem wprowadzić drobną zmianę. Żeby nie musiała się o nic martwić.
- Zdecydowanie...
- Czyli jak?
- Dobrze znasz odpowiedź - wyszeptała, spoglądając na mnie. Jej twarz spowił mój uśmiech. Ten w stu procentach szczery, który kierowała do mnie od samego początku naszej znajomości.

Wstąpiliśmy jeszcze na chwilę, aby zabrać torbę z rzeczami Clary, którą podczas naszej nieobecności przygotowała jej Melanie. Panna Widemann zmierzyła naszą dwójkę dziwnym spojrzeniem... Tak jakby trochę to zaplanowałem.
O poranku poprosiłem pannę Meier, aby na jutro i kolejny wtorek, a także na sobotę, załatwiła Clarze urlop w pracy. Aby nie mogła mi się w niczym wywinąć. W sumie obyło się bez tego, aczkolwiek te dni i tak się jej przydadzą.
To będzie coś innego, nowego. Selekcjoner reprezentacji mnie dostrzegł i dał możliwość pokazania się w spotkaniach towarzyskich. Pierwsza reprezentacja to nie to samo, co młodzieżówka. Tak samo jak Bundesliga i Regionalliga Bayern, w której znajdowałem się jeszcze dwa lata temu.
To było coś zupełnie innego i to nie tylko pod względem poziomu rozgrywek – moja dziewczyna będzie mi przez ten czas towarzyszyć... Dla Nathalie świat piłki był istnym kosmosem i nawet nie próbowała go poznać... 
W dodatku pozna moją rodzinę, czego jeszcze jej nie powiedziałem. Aczkolwiek moi rodzice już o niej usłyszeli i z niecierpliwością czekali na dzień, kiedy ją poznają.
Dyskretnie obserwowałem ją podczas drogi. Była skupiona i... wyglądała, jakby walczyła z własnymi myślami. Nie odzywałem się, ale nurtowało mnie, o czym myślała. 
Kilkanaście minut później byliśmy już w mieszkaniu Pierra i moim. Na szczęście Hojbjerg na tę noc się zmył – do Gelsenkirchen zawitała jego nowa „wybranka”. Z tego, co mi opowiadał, to dziewczyna ma na imię Josephine. Nie zagłębiałem się, mam swoje życie. 
Clara nadal milczała. Niepewnie się rozglądała, idąc przede mną.
- Pierra na pewno nie ma? - odwróciła się na chwilę do mnie przodem, a ja niemrawo jej zatwierdziłem. - To dobrze. 
- Czemu? 
- Nie wiem, tak po prostu - uśmiechnęła się blado, po czym wróciła do obserwowania. Odetchnąłem ciężej, czego chyba nie usłyszała – za bardzo była zaabsorbowana. A ja za bardzo zdenerwowany. 
Skierowała się do pomieszczenia po lewej stronie, które było moją sypialnią. Było to... dziwne, bowiem nigdy nie przedstawiałem jej rozkładu mieszkania. Cóż, pewnie to jakiś instynkt, czy szósty zmysł. 
Zatrzymała się przed łóżkiem, ale nadal się nie odwracała. Obserwowałem ją w świetle lampki nocnej i klinkietu wiszącego w korytarzu. Nadal panowała między nami cisza, która była coraz bardziej niepokojąca... 
- Olek... Nie zastanawiało Cię nigdy wcześniej, czemu... Nie, to głupie - westchnęła cicho, sama się karcąc. Zaniepokojony podszedłem bliżej, delikatnie dotykając jej ramion. Znów milczała przez dłuższą chwilę, chyba zbierała się na odwagę. - Chcę, żebyś coś zobaczył. Chcę, żebyś... rozpiął suwak mojej sukienki. 
W pierwszej reakcji byłem co najmniej zaszokowany. Co chciała mi pokazać? 
Jej pewny, aczkolwiek cichy głos powodował, że nie zadawałem niepotrzebnych pytań, tylko w miarę śmiało zrobiłem to, czego obecnie chciała. Przełknąłem ślinę, rozsuwając suwak. Siateczkowy materiał powoli odsłaniał mi jej plecy. 
- Śmiało, zsuń go. 
Ręka zaczęła mi drżeć, podobnie jak jej głos. Ale nie przerywałem. W głowie, nie wiedząc czemu, zacząłem słyszeć słowa Melanie z „akcji ratunkowej”, w której opowiadała mi, czemu nosi ubrania z długim rękawem. Ale co to mogło mieć wspólnego?.. 
Cóż, szybko się przekonałem. Wszystko nagle się rozjaśniło, a gdy spojrzałem na jej plecy... Jej ozdobione bliznami plecy... Czy to... 
Jej ciało drżało, słyszałem też ciche szlochy... Zaprzestałem działań, przywierając do rozgrzanej skóry ustami. Czułem dreszcze, słyszałem, jak jej serce bije niemal jak dzwon... Powoli obróciłem ją przodem do siebie, po czym objąłem. 
- To wszystko... 
- Ćśś... Nic nie mów - lekko gładziłem jej plecy, pod palcami czując wypukłe miejsca, które symbolizowały jej przeszłość. Przeszłość, od której na dobrą sprawę się nie odetnie... 
- Są okropne. Ja jestem okropna... 
- Nie, nawet tak nie mów! To wszystko nie czyni Cię gorszą, dobrze o tym wiesz. Jesteś cudowna - mówiłem, nieskładnie składając słowa. Marny ze mnie pocieszyciel, wiem. - Twoja inność czyni Cię wyjątkową. Taką Cię zauważyłem, pokochałem... Kocham Cię - pogładziłem ją po policzku. - Z każdym znamieniem, blizną, strupkiem... Ze wszystkim, słyszysz? 
- Słyszę, ale... Ale nadal to do mnie nie dociera. 
Kąciki ust drgnęły ku górze. Przycisnąłem wargi do jej czoła, powoli przesuwając je niżej, kierując się w stronę ust. Wpiła się w nie z nieskrywanym pragnieniem, w swoje dłonie chwytając moją twarz. Delikatnie pieściłem jej rozgrzaną skórę, delektując się jej miękkością, pomimo tych znamion. 
- Nadal nie dociera? - wymruczałem, odrobinę się odsuwając. Jej oczy błyszczały, a twarz przyozdabiały wypieki. Oddychała szybciej, opuszkami palców dotykając moich policzków. 
- No może trochę mniej - zachichotała, na powrót mnie całując. 



czytając dziś ten post, kiedy natknęłam się na „Josephine”, to poczułam się z lekka dziwnie, mając na uwadze jej jedno zdjęcie, jakie mi mignęło w internetach...:v
o tak, dokładnie to :v o borze, moje dziecko będzie miało swoje

4 komentarze:

  1. jejku, az posmutniałam jak przeczytałam o tych bliznach na jej plecach...): ale dobrze, ze akceptuje ją taką, jaka jest♥
    czekam nn<3

    OdpowiedzUsuń
  2. o, blizny na plecach. skąd ja to znam? :D
    ale awwww, jeju, jaki on uroczy <3 strasznie słodko się zrobiło pod koniec, ale mam nadzieję, że tego nie zepsujesz XD

    OdpowiedzUsuń
  3. codowny rozdział :*
    Blizny :/// nikt ich nie chce mieć, a jednak są ://

    OdpowiedzUsuń