środa, 19 kwietnia 2017

kara

Przez kolejne dni próbowałam wrócić do normalności po tym, co wydarzyło się we wtorek. Chciałam skontaktować się z Schlüterem, ale od tego wszystkiego odpędzał mnie wewnętrzny strach. Strach to normalna rzecz, przynajmniej tak mówią.
Alessandro próbował mnie zrozumieć, w przeciwieństwie do Melanie. Oboje mieli swoje, co najgorsze potwornie zgodne, zdanie, ale przyjaciółka nawet nie próbowała kierować się w stronę kompromisu. Jawnie pokazywała, że nie wierzy temu człowiekowi, pomimo tego, że nawet go nie widziała! Gołym okiem widziałam, że Olek nie pała do niego sympatią, aczkolwiek próbował tolerować fakt, że pojawił się w moim życiu. 
W sumie dlatego przy niej nie chciałam poruszać kwestii mojego ojca.
Kiedy tylko próbowałam rozmawiać o tym Alessandro, to ten za każdym razem nawiązywał rozmowę na zupełnie inny temat. Drażniłam go tym, wiem, ale myśli o mężczyźnie nie dawały mi spokoju... Tak samo jak jemu nie dawały wyrzuty, dotyczące mnie... 

- Gdybym był Tobą, to zdecydowałbym się jednak na badania - rozpoczął temat tak na dobre z niczego. Byliśmy u niego, w dwójkę, siedział na kanapie, a ja miałam głowę na jego udach. Próbowaliśmy oglądać coś w telewizji, ale marnie nam to szło.
Zanim jednak zszedł na drogę bardziej sporną, rozmawialiśmy na temat zbliżającego się meczu Schöpfiego. Cóż, moja wiedza na temat sportu nadal nie oszałamia, więc był to bardziej jego monolog.
- Dlaczego?
- Chciałbym mieć milionową pewność, że to on jest ojcem.
- Ojcem? Czyżbym o czymś nie wiedział? - nagle ni stąd ni zowąd w progu zjawił się Hojbjerg. Odetchnęłam ciężej, zakrywając twarz dłońmi. Jeszcze go brakowało. Przecież zawsze, kiedy przychodziłam, to wychodził! Ewentualnie w ogóle nie było go w mieszkaniu... A nie słyszałam, żeby wchodził...
- Nie Twój interes, Pierre - rzucił cierpko Olek, odsłaniając mi widok. Nachylił się nade mną i lekko musnął moje usta. Uśmiechnęłam się, spoglądając mu w oczy. Tak jakoś nigdy nie mogłam się im napatrzeć, za każdym razem chciałam więcej i więcej...
- Może nie mój, ale myślę, że są osoby, które bardzo przejęłyby się tą informacją.
...I znów go nie było. Jeny, tylko on był w stanie w ciągu kilku sekund zniszczyć ludziom humor...
Wstałam, czując jak zastygnięte mięśnie z bólem się rozciągnęły. Poczułam się z lekka spięta, „konfrontacje” z Duńczykiem właśnie tak się kończyły. Zaczęłam bez celu krążyć po pomieszczeniu, będąc pod czujnym spojrzeniem Austriaka. Wyglądało to naprawdę głupio, ale zdenerwowanie ulatniało się z każdym kolejnym krokiem. 
- Zostaniesz na noc? - spytał, przerywając kolejną porcję ciszy. Nie słyszałam żadnych dźwięków, które powodowałyby, że miałabym pewność, co do obecności, czy też obserwacji, ze strony Hojbjerga. Może już wyszedł? Lubił pojawiać się, mieszać, i znikać. - Mam taką ochotę na... bycie niegrzecznym.
Momentalnie się zatrzymałam i spiorunowałam go wzrokiem. A on siedział na kanapie, opierając ramiona o oparcie i patrzył się na mnie, kusząco poruszając brwiami. Jego usta układały się w kształt uśmiechu cwaniaka, a ja nie wytrzymałam i... parsknęłam śmiechem.
- Co pod tym rozumiesz? Będziemy jeść fast-foody?
Od razu stał się opanowany, wręcz poważny. Niespiesznie wstał i jeszcze wolniej kierował się w moją stronę. Poczułam taki impuls, który nakazywał cofać mi się do tyłu. Jego twarz była nieprzenikniona, nasz „taniec” trwał... Dopóki nie natrafiłam na ścianę.
Nie wiem, co widział w mojej twarzy, ale to wywoływało u niego mimowolnie... pozytywną reakcję.
Wyciągnęłam ręce przed siebie, jakby one miały go powstrzymać... Schwycił moje nadgarstki w swoje dłonie i przycisnął je do ściany.
- Więc śmiesz sobie żartować z mojej jakże poważnej propozycji, tak? - próbował brzmieć chłodno, ale oczy go zdradzały. Nasze obecne położenie go bawiło i... miałam wrażenie, że po części rozpalało...
- Skądże znowu...
- Widzę to, śmiejesz się - warknął, przyciskając wargi do skóry szyi tuż pod uchem. Powolutku przesuwał nimi wyżej, także i mnie rozbudzając. - Zasługujesz na karę.
- Za dużo Grey'a, kochanie, za dużo Grey'a... - mówiłam to, nieprzerwanie chichocząc. Zechciało mu się być panem Szarym...
- Dostaniesz taką karę, że odechce Ci się śmiać - subtelnie sunął nosem wzdłuż ścieżki, jaką wcześniej wyznaczył ustami.
- Nie wr... A mniejsza, nieważne - Olek momentalnie ode mnie odskoczył, a ja jako pierwsze, co ujrzałam, to zaskoczony i zszokowany Pierre, który wręcz musiał zbierać szczękę z podłogi. Nim zniknął nam z widoku, to zauważyłam, że ma na ramieniu przewieszoną torbę treningową. Treningową, bowiem Alessandro miał taką samą.
Spaliłam raka. Potwornego raka, jeszcze gorszego niż zazwyczaj. O wiele bardziej widocznego, niż wtedy, kiedy moja znajomość z Olkiem nie była tak bliska...
- Wow, udało mi się go zawstydzić - rzucił ze śmiechem, przenosząc na mnie wzrok. - Oh, nie tylko jego - puścił jeden z moich nadgarstków, aby pogładzić rozpalony policzek.
- Co Ty nie powiesz... - mruknęłam z ironią, w odpowiedzi słysząc kolejną porcję śmiechu ze strony Austriaka. Spuściłam głowę, wtulając się w niego.
- Nie ma co się wstydzić, skarbie - czułam jego oddech na odkrytym ramieniu. - Czegoś takiego naprawdę nie masz co się wstydzić.
Łatwo było mu mówić. Bo to nie on na dobrą sprawę nie miał bliższych styczności z przedstawicielami płci przeciwnej. To nie on się boi, że to wszystko tak nagle się rozpłynie jak zwykły sen... Wszystko podpowiadało mi, że to rzeczywistość, w której nic nie jest idealne. Od tego robimy różne głupoty i popełniamy błędy, aby się z nich uczyć. W tej sferze życia też – sarkastycznie mówiąc jestem dobrym przykładem takich „błędów”. Najwyżej zrobię coś źle, ewentualnie nie tak, jak powinno to wyglądać. Myślę, że jest tego świadomy i... zrozumie. Bo co innego mu zostaje?
Poczułam, jak rozluźnia uścisk drugiego nadgarstka i przenosi obie dłonie niżej, w dół pleców. Przycisnął moje ciało do swojego, kiedy zaciskałam dłonie na jego karku. Jego usta nieprzerwanie dotykały mojej skóry, podobnie jak dłonie.
- Opcja z karą nadal aktualna? - mruknęłam, opuszkami palców dotykając jego policzka. Wyszczerzył się jak głupi, krótko cmokając moje usta.
- Tak nagle zawstydzenie przeszło? - zatwierdziłam, a on pokręcił głową. - Jesteś niemożliwa, wiesz?


w czwartek tak nie będziesz się uśmiechał, słoneczko :v
okej, teraz przede mną ciężkie dni, także mamy taki z deka cute i śmieszkowaty rozdział, hehe

3 komentarze: