niedziela, 21 maja 2017

epilog

Stałam na trybunie Stade de France w Saint-Denis, z niecierpliwością oczekując na oficjalną informację o wyjściowych jedenastkach reprezentacji Austrii i Islandii, ze szczególnym naciskiem na tę pierwszą. Spoglądałam na przemian to na telefon, to na zebranych na stadionie kibiców, a oczekiwanie na jakiekolwiek informacje umilały mi rozmyślania.
Minęły dwa miesiące od kiedy zdecydowałam się na poznanie swojego ojca i jego, w sumie także teraz także i mojej, rodziny. Gabriela to wspaniała kobieta, która, jak opowiadał sam Anton, nigdy nie powiedziała na mnie żadnego złego słówka. Ciężko mi powiedzieć, czy traktuje mnie jak córkę, z racji tego, że pomiędzy nią a mną jest dziesięć lat różnicy. Jesteśmy bardzo blisko, zaufałam jej i wiem, że mogę powierzyć jej dosłownie wszystko.
Ojciec stara się jak może, co naprawdę mu wychodzi. Przynajmniej raz w tygodniu przyjeżdża do Gelsenkirchen, także dzwoni tak często, jak się da. Każdy normalny człowiek na moim miejscu by narzekał, prawda? Jednak mnie to cieszyło. W końcu, po dwudziestu latach niemal samotnego życia, miałam szczęście. Rodzica, który mnie kocha, do którego mogę się zwrócić o pomoc w dosłownie wszystkim. Dwójkę wspaniałych urwisów, moje rodzeństwo, które, tak jak mówił Schöpfi, pokochało mnie od „pierwszego wejrzenia”.
Właśnie też Olka. Moje największe szczęście, które właśnie walczy na francuskich boiskach, aby udowodnić niedowiarkom, że potrafi grać i nie bez powodu znajduje się w jednej z czołowych ekip Europy.
Gdyby ktoś pół roku temu powiedział mi, że ktoś mnie pokocha z całym moim „bagażem”, to bym tę osobę wyśmiała, naprawdę. Wcześniej nie pomyślałabym, że ktoś mnie pokocha. Mnie i te wszystkie szramy, jakie zdobią nie tyle co moje ciało, a bardziej duszę.
Patrząc wstecz zauważam ogromną różnicę w sobie.
Wtedy byłam zagubioną, nic nieznaczącą istotką w wielkim i złym świecie. Poniżanie i przemoc zaniżyło moją samoocenę do ujemnego poziomu, oraz ograniczyło horyzonty i otwartość na świat. Wstydziłam się dosłownie wszystkiego. Byłam potwornie nieufna.
Jednak udało mi się przed nim otworzyć. Wyciągnął do mnie dłoń, którą, na początku niepewnie, złapałam i teraz nie zamierzam jej puścić.
Mam też Melanię, która ostatecznie przekonała się do mojego ojca i także często pojawia się z nami w Bochum. W sumie rzadko jeździ do domu Schlüterów, a to wszystko za sprawą sąsiada mojego ojca. Patrząc się na Melę i Bena, widzę tak trochę Olka i siebie. Upierałam się, że to przyjaźń, aczkolwiek gołym okiem widać, że mieliśmy ku sobie od samego początku. W ich przypadku jest niemal tak samo. 
Potrząsnęłam głową, odrywając się od rozmyślań. Jestem na stadionie, w towarzystwie mojego ojca i brata, który właśnie uparcie ciągnie mnie za rękę i domaga się mojej uwagi. 
- Tata mówi, że Alessandro siedzi na ławce - krzyczy chłopiec, robiąc nadąsaną minkę. Nie cieszył go fakt braku Olka w wyjściowym składzie. - Wejdzie na boisko i strzeli bramkę, zobaczysz!

Odetchnęłam ciężej, zerkając na tablicę, na której widniał wynik 1:0 dla Islandii. Arbiter główny miał za chwilę wznowić spotkanie, a na boisku w końcu pojawił się Schöpf. Olivier siedział na swoim miejscu wyszczerzony od ucha do ucha. Pewnie wyglądałam tak samo, ale co poradzę? 
Mój uśmiech przerodził się w krzyk euforii i łzy szczęścia, kiedy dokładnie w sześćdziesiątej minucie mój Austriak zdobył swoją drugą bramkę dla reprezentacji narodowej.
Całą trójką rzuciliśmy się sobie w ramiona. Oli z racji wzrostu i postury był trochę przez nas gnieciony, jednak chłopiec najwyraźniej nie zwracał na to uwagi. W głowie pojawiła mi się myśl, jak musieli się cieszyć rodzice Olka, skoro tu panowała tak wielka ekscytacja.
Jednakże życie nie jest usłane różami, a reprezentacja Austrii na chwilę przed końcem meczu bezpowrotnie straciła możliwość awansu, tracąc drugą bramkę w tym meczu. 
Kiedy arbiter ostatni raz zagwizdał, poczułam przeogromny ciężar, który niemal nie powalił mnie na kolana. Oczy momentalnie się zaszkliły i z coraz bardziej rosnącą rozpaczą szukały najbliższej drogi wyjścia na dół.
Musiałam tam iść, Olek mnie potrzebował.
Ochroniarz nie chciał mnie wpuścić, jednak gdy pokazałam plakietkę, która umożliwiała mi wejście w każdy zakątek stadionu, odpuścił. Przemierzałam murawę jak najszybciej się da, poszukując swojego chłopaka.
- Kochanie... - wyszeptałam, wtulając się w jego plecy. Schwycił moje dłonie w swoje, po czym powoli odwrócił. Widok łez w jego oczach złamał mnie doszczętnie. Tak bardzo się starał, a jego starania i tak poszły na marne...
Obejmowałam go jedną dłonią – druga gładziła jego policzek. Widok jego twarzy rozmazywał mi się coraz bardziej, a to wszystko było za sprawą łez, które spływały nieprzerwanie od ostatniego gwizdka.
- Nie udało się... - wyczytałam z jego warg, nim wtulił głowę w moją szyję. Trzymał mnie mocno obiema rękami. Czułam i słyszałam, że płacze – jego ciało drżało, oraz szlochał. Czułam się potwornie, nie mogąc nic na to poradzić. 
Awans mógłby stworzyć mu szansę na zabłyśnięcie przed oczami wielu europejskich klubów. Pokazałby zarządowi Schalke, że jednak słusznie w Norymberdze był uwielbiany... Ale się nie udało...
- Dałeś z siebie wszystko i to się liczy. Pokazałeś, że nie poddajesz się do końca i gdyby nie bramkarz Islandii, strzeliłbyś więcej niż jedną bramkę.
Chwilę to trwało, nim znów na mnie spojrzał. Próbował się uśmiechnąć, pomimo zaczerwienionych i ciut przekrwionych oczu. Sama też się uśmiechnęłam, bo widziałam szczerość tego gestu.
- Cała kariera stoi przed Tobą otworem i wiem, że jeszcze nie raz pokażesz, że ktoś taki jak Ty stwarza ogromne zagrożenie - nawet udało mi się go rozśmieszyć, co spowodowało, że odetchnęłam z ulgą.
Przeniósł wzrok gdzieś za mnie. Odwróciłam głowę, widząc zbliżającego się tatę i Oliego. Olek puścił mnie jedną z rąk, aby móc ścisnąć rękę Antona, a potem przytulić i wziąć na ręce mojego brata.
- Zrobiłeś wszystko co mogłeś, a nawet i udało Ci się dokonać czegoś, czego nie był w stanie zrobić żaden reprezentant twojego kraju na tych mistrzostwach.
- Porażka boli, ale wiem, że nie mogę się poddawać. Mam dla kogo walczyć - jego twarz znów przyozdabiał uśmiech, a po chwili czułam na swoich ustach jego wargi.



do tej pory pamiętam, jak wyłam po tym meczu ;-)) futbol chwilami jest niewdzięczny, no ale...
dziękuję Wam, że byłyście ze mną przy tej historii. że znosiliście losy Clary, Olka i uciążliwego Pierra XD nie było Was wiele, ale zawsze mam swoje grono czytelniczek, za co jestem Wam niezmiernie wdzięczna 🙊💘
kończy się to opowiadanie, kończy się także pewien etap w moim życiu - wkraczam w to poważne, dorosłe życie, gdzie będę żyła w rutynie praca-studia. jednak jeszcze nie mam zamiaru Was opuszczać! w końcu muszę pociągnąć moją pracę życia do końca i podjąć się nowych fanfiction, które tworzą się w mojej głowie, oraz te, których zarys podejrzeć można na mojej podstronie. 
jesteście najlepsze!!🙊💘

4 komentarze:

  1. Czytam to i zastanawiam się jak to możliwe, że to już prawie rok od euro :O szkoda mi Olka, ale jego ostatnie słowa poakazały, że mimo kłód pod nogami można być szczęśliwym <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ehh szkoda, że to już koniec :((( oj będę tęsknić za Olkiem i Clarą, obyś nie kończyła swojej przygody z pisaniem za szybko, bo Twoje opka są jednymi z moich ulubionych <3

    tak, jak moja poprzedniczka, również ciężko uwierzyć jak szybko czas leci, chwilę temu było Euro, a za moment MŚ 2018 będą się rozgrywać...

    uwierz, życie studenta to nie życie xD

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh, ten epilog jest bardzo wzruszający :,( Uwielbiałam tego bloga, tak jak wszystkie Twoje poprzednie i teraźniejsze <3 Mam nadzieje, że wkrótce poczytam kolejnego fanfika w Twoim wydaniu :)
    Co do studiów i pracy sama się przekonasz jak będzie, ale mogę Cię zapewnić że tego okresu nigdy nie zapomnisz xD
    Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Domiś ❤❤❤❤
    Ty wiesz jak ja mooooocno kochaaam te twoje wszystkie cuda :))) tak też było z tym ❤❤❤❤
    Dziękuje za te piękności ❤
    Cud, miód, malina bejbe ❤ XDD
    Buziak ;****

    OdpowiedzUsuń