środa, 17 maja 2017

szczęście - ostatni

- Denerwujesz się? - spytał, kiedy minęliśmy znak obwieszczający, że jesteśmy w Bochum. Zegarek na desce rozdzielczej jego auta podpowiadał, że nie minęło zbyt wiele czasu od wyjazdu, aczkolwiek miałam wrażenie, że ciągnęło się to w nieskończoność.
Denerwowałam się? Co to w ogóle za pytanie? Nie było tego po mnie wystarczająco bardzo widać?
Moje stopy wystukiwały jakieś dziwne, bliżej nieokreślone rytmy. Miałam wrażenie, że ciało nieprzerwanie trzęsło się jak galareta... A on tego nie widział? Ja rozumiem skupienie na drodze, ale żeby być aż tak ślepym?
Spiorunowałam go wzrokiem, a on pokręcił głową, na chwilę odrywając rękę od kierownicy, aby musnąć nią moją. Trochę mnie to rozluźniło, aczkolwiek nadal się denerwowałam. Kiedy zauważył poprawę mojego samopoczucia, to ją cofnął, na powrót w pełni skupiając się na drodze.
Niby czym się tak denerwujesz? można by było się spytać. Na dobrą sprawę sama nie wiedziałam, dlaczego tak robię. Zawsze się wszystkim przejmowałam, w głowie widziałam najciemniejsze scenariusze, które okazywały się moim przewrażliwieniem. Teraz też tak mogłoby być... Nie chciałabym, żeby na tym obiedzie stało się coś, co nie powinno.
- A co, jeśli jego żona mnie nie polubi? A dzieci? Jeśli stanie się coś złego, albo się wygłupię?
Przejmowałam się „błahostkami”, wiem. Próbowałam kiedyś zwalczyć w sobie tę cechę, ale nie byłam w stanie. Próbowałam się do niej przyzwyczaić, ale to też zbytnio nie wychodzi...
- Powinnaś przestać się tym przejmować, wiesz?
- Tobie łatwo mówić, bo miałeś z nimi styczność. A Oli Cię uwielbia.
- Bo jestem piłkarzem? - wywróciłam oczami, a on wybuchł śmiechem. Skrzyżowałam dłonie na piersi i odwróciłam głowę w przeciwną stronę. Może zachowywałam się w tym momencie jak dziecko, ale mnie to ruszyło. Dla niego było to o tyle łatwe, że rozmawiał z nimi, choć trochę wie, czego się spodziewać... A ja? Nie wiem nic!
- To nie jest śmieszne.
- Jest, nawet nie wiesz, jak bardzo. Claruś, tu nie chodzi o to, kim jestem, naprawdę. Dzieci podświadomie wiedzą, z kim się dogadają, a z kim nie. A ja wiem, że oszaleją na Twoim punkcie - spojrzałam na niego pobłażliwie, a on uśmiechnął się cwaniacko. - Jednak nie bardziej niż ja, bo to już jest teoretycznie niemożliwe - zakończył, zabawnie poruszając brwiami.
- Twoje ego znów daje o sobie znać, tak? - wzruszył ramionami. - To niedługo się przekonamy, jak to się skończy.

Alessandro wjeżdżał na podwórze domostwa państwa Schlüter. Trochę się jeszcze droczyliśmy, co pozwoliło mi się rozluźnić, ale kiedy tylko Austriak zatrzymał samochód... Strach znów powrócił. Kiedy tylko opuściłam samochód, to przyciągnął mnie do siebie, po czym musnął wargami czoło.
- Spróbuj mieć podejście podobne do mojego. Uśmiechnij się, wiem, że będzie dobrze - szepnął, przesuwając usta ciut niżej, łącząc je z moimi. Pogładziłam jego policzek, wewnętrznie oddając się ich błogości. Wiedział, co robić, aby mnie „uspokoić”.
- Hm, chyba pomyliłem się z powołaniem - zażartował, kiedy przestałam czuć dotyk jego warg na swoich. Jęknęłam cicho, a ten zdawkowo się zaśmiał.  - Kolejną porcję dostaniesz, jak wrócimy do domu - objął mnie w talii, kierując się w stronę schodów, prowadzących do domu mojego ojca. Z całej siły próbowałam się skupić na tym, aby nie okazać po sobie ani śladu zdenerwowania, co chyba jakoś mi wychodziło. Aczkolwiek pewności nie miałam.
Drzwi były otwarte, jakby wszyscy na nas czekali. Rzeczywiście tak było – już od wejścia wbiegły dwa maluchy o blond włoskach, które zatrzymały się centralnie przed nami.
- Tato, mamo! - zawołał chłopiec, po chwili znów odwracając się w naszą stronę. Uśmiechnął się, wpatrując się we mnie. Tuż obok niego czaiła się dziewczynka, bardziej nieśmiała. Jej oczka na zmianę łypały to na mnie, to na mojego towarzysza, a widziałam w nich... strach.
Nie wiedziałam czemu, ale w tej małej... widziałam siebie. Miała przed sobą dwójkę zupełnie obcych ludzi, którzy mimo to... są jej w pewien sposób bliscy. Ja jestem jej starszą siostrą, której nigdy nie widziała. Ona jest moją młodszą siostrzyczką, którą dotychczas sobie tylko mogłam wyobrażać...
Rodzice dzieci zjawili się w korytarzu. Alessandro witał się z gospodarzem domu, wręczając mu w prezencie butelkę wina, a do mnie podeszła... moja macocha. Przeszczęśliwa macocha, mająca w oczach łzy.
Przytuliła mnie do siebie, cicho szlochając. Niepewnie ją objęłam, sama czując pieczenie oczu. Bajki wykreowały mi obraz, że macochy niezbyt lubią dzieci swoich mężów z poprzednich „związków”, chociaż relację moich rodziców ciężko jest określić tym mianem.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że mogę Cię zobaczyć i poznać, Claro - wyszeptała, prostując się. Jedną z rąk delikatnie przetarła policzki, promiennie się uśmiechając. - Bardzo przypominasz swoją matkę.
Nie wiedziałam, czy odebrać to jako komplement, czy też nie, dlatego tylko się uśmiechnęłam.
Puściła mnie, aby wziąć na ręce małą Anę. Mała wtuliła się w jej ramię, chcąc ukryć się przed światem. Też tak chciałam, jednak... Nie, najwyższa pora stawić wszystkiemu czoła.
- Jestem Gabriela, a to Ana, moja córeczka. Anuś, to Clara, Twoja starsza siostra - dziewczynka chwilę się opierała, jednak na dźwięk ostatniego wyrazu drgnęła i spojrzała na mnie.
„Siostra”... Nie spodziewałam się, że to słowo może brzmieć tak... tak cudownie. Tak o wiele inaczej. Melanie była dla mnie jak siostra, aczkolwiek nie łączyły nas żadne wieży krwi, w przeciwieństwie do Any i Oliviera.
Poczułam na biodrach dotyk dłoni Alessandro, a obok Gabrieli zjawił się Anton, wraz z Olivierem. Niepewnie schwycił jedną z moich dłoni i ją ścisnął.
- Twoja decyzja bardzo mnie cieszy, Claro. Naprawdę zależy mi na tym, abyśmy wszyscy mogli żyć razem, jako jedna rodzina. Chciałbym dać Ci to ciepło, którego tak bardzo potrzebowałaś...
Stałam jak słup soli, nie mogąc uwierzyć temu wszystkiemu. Przecież szczęście było dla mnie czymś zupełnie nieosiągalnym.
Patrzyłam się na całą piątkę – na mojego chłopaka, którego sama obecność już była dla mnie czymś niesamowitym; na stojącego naprzeciw mnie ojca, którego tak bardzo potrzebowałam; jego żonę i moje rodzeństwo... Każde z nich się uśmiechało w moją stronę, nawet mała Ana, choć nadal niepewnie... Wszyscy byli szczęśliwi.
Ja też byłam szczęśliwa. Potwornie bardzo szczęśliwa. Serce mi podpowiadało, że to najlepsze, co mogłam zrobić.



mam nadzieję, że też jesteście szczęśliwe, jak Clara teraz:) 
cóż, to koniec historii naszych dwóch amorków, jeszcze epilog, który wyciskał ze mnie łzy,a  to dlatego, że opisałam tam sytuację, która mnie wręcz zdruzgotała :(. wyczaić mnie będzie można jeszcze na:

oraz tu. (może kiedyś to ruszę)

3 komentarze:

  1. Jak dobrze że jest tu happy end ❤ a co do przyszłego ff to ja mam nadzieję, że niedługo zaczniesz pisać o pannie Kimmich :p

    OdpowiedzUsuń
  2. BOZE NO WSZYSTKO JEST DOBRZE, JESTEM ZADOWOLONA♥
    tylko...co takiego dałas w tym epilogu, nie mow mi ze cos popsujesz......

    OdpowiedzUsuń