sobota, 29 października 2016

(nie)poważne decyzje

- O której to się wraca do domu?! - gdybym tylko była na tyle silna, aby w jakikolwiek sposób zareagować... I tak wróciłam wcześnie, było niewiele po północy, praktycznie żaden domownik nie spał. Poza tym, ile mam lat, aby być tak wcześnie?..
- Gdybyś nie pamiętała, to jesteś na naszym utrzymaniu - dorzuciła chamsko ciotka. Ile bym dała, aby nie musieć tego słuchać... Gdybym tylko znalazła jakąkolwiek metodę na to, aby móc się stąd wyprowadzić...
Milczałam, walcząc z chęcią wykrzyczenia im, tego wszystkiego, co kumuluje się we mnie. Zbierałam się do tego od tylu lat... Ale nadal nie potrafiłam się zebrać.
- Gdybym tylko mogła, to bym się od Was uwolniła - syknęłam, po chwili ogarniając to, co zaszło. Powiedziałam im to. Ten alkohol jednak pomaga.
Stephanie uderzyła mnie za to w twarz. Nawet nie zabolało, więc świetnie. Było warto. Powiedziałam to, czego tak bardzo chciałam.
Nie czekając na dalsze reakcje popędziłam na górę i zamknęłam się w swoim pokoju od środka. W pośpiechu zapomniałam się rozebrać... W sumie to chyba dobrze. Zrzuciłam z nóg botki, a z ramion płaszcz.
Z początku do mnie nie docierało to całe zajście, adrenalina zagłuszyła wszelkie odczucia. Uśmiechnęłam się do siebie, czując chorą satysfakcję. Odważyłam się przeciwstawić im. Tym, którzy doprowadzili mnie do psychicznego dna, poniżając na praktycznie każdym kroku. Ale z drugiej strony... Tym samym, którzy objęli mnie opieką, chroniąc mnie przed domem dziecka.
- Co ja kurwa zrobiłam... - wyszeptałam, łapiąc się za głowę. Krew zwolniła swoją pracę w żyłach, w dodatku zaczęłam czuć ból w miejscu, gdzie uderzyła mnie babka.
Osunęłam się po ścianie, ukrywając twarz w dłoniach. Powiedziałam te słowa tym, którzy na swój dziwny sposób mnie kochali...
Kochali? - zaśmiała się podświadomość. - Zawsze byłaś tą od "ugotuj, sprzątnij, pozamiataj". Jesteś dla nich nikim, trułaś się ich słowami i widzisz, co z Tobą robią? Jesteś na świetnej drodze do załamania nerwowego.
Z oczu wypłynęły mi łzy. Rozmawiałam sama ze sobą... Ale... Ten głosik ma rację. Truję się nimi i tym, co dla nich robię. Nigdy nie usłyszałam żadnego dobrego słowa z ich strony. Nie byłam otoczona miłością, której tak desperacko potrzebuję... I którą po części obdarowała mnie Melanie.
Melanie. Tylko ona może mi pomóc. Ale... Przecież zostawiłam ją samą w klubie, bez jakiegokolwiek słowa wyjaśnień i wytłumaczenia... Wróć. To przez nią ulotniłam się tak wcześnie. Przez to, co się działo przy tym piekielnym stoliku...
Z drugiej strony wiedziałam, że to głupie i tylko chwilowe. Kto zwróci uwagę na dłużej na kogoś takiego jak ja? Mają rację, że nie nadaję się do życia... Jestem nikim.

Tej nocy praktycznie nie zmrużyłam oka. Zastanawiałam się, co mogę ze sobą począć. Nie mam nic, absolutnie. Nie mam prawie żadnych środków na to, aby móc rozpocząć samodzielne życie. Co mi dadzą niewielkie oszczędności, kumulowane z dorywczych prac? Ile za nie przeżyję? Muszę się odbić od dnia.
Na pewno w tym nie pomoże mi matka. Szczerze? Nawet nie wiem, co z nią. Czy jeszcze żyje, gdzie mieszka... Nie wiem o niej nic. Tylko to, że ma na imię Hannah. No i że mam jej nazwisko, bo babka nie pozwoliła dać jakiegokolwiek innego.
Chociaż...
Może jej odnalezienie pomoże mi w jakikolwiek sposób... Ale gdzie mogę się udać w tym celu? Kto mi pomoże? Nikt, będę musiała sobie sama w tym poradzić. Zresztą... Nie pierwszy raz.
Przez rozmyty makijaż wyglądałam jeszcze gorzej niż normalnie. Musiałam się ogarnąć. Zebrałam się z łóżka, do którego się przeniosłam i po cichu odkluczyłam drzwi. Dookoła cicho, jak makiem zasiał. Oh, pewnie wywiało ich wszystkich do kościoła.Wielcy pobożni, którzy i tak zostaną ocenieni w oczach boga całkiem inaczej. Sprawiedliwie. 
Wzięłam szybki prysznic i pozbyłam się z twarzy resztek makijażu. Miałam na policzku niewielkiego siniaka - pamiątkę po poprzedniej nocy. Pomoc kolektora i pokładu i problem z głowy. Chociaż ten. Wytuszowałam rzęsy dla uwydatnienia moich oczu, jedynej części ciała, która mi się podoba. 
Przebrałam się w rzeczy na nadchodzący dzień i wzięłam do ręki telefon. Godzina 8:49. Dwa połączenia i jeden SMS.
W środku nocy pisała do mnie przyjaciółka, pytając się, gdzie jestem. Oh, jeszcze się mną przejmuje... 
ja: Mogę do Ciebie przyjść? - napisałam, licząc, że będę mogła. Na całe szczęście mieszka sama, uniezależniona od wszystkich... Zdana tylko na siebie. Też tak chciałam, zazdrościłam jej tego bardzo. 
O dziwo na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Pisała, że nawet muszę... Zdecydowanie jeszcze ją obchodzę. 
Założyłam buty i płaszczyk i zebrałam się do wyjścia, chcąc uniknąć niepotrzebnej konfrontacji z rodziną. Nie miałam prawa jazdy, więc pozostał mi spacer, albo komunikacja miejska. Wybrałam drugą opcję i tramwaj. Od siebie do niej miałam osiemnaście minut jazdy i pięć przystanków.
Dokładnie dwadzieścia minut potem stałam już przed drzwiami jej mieszkania i czekałam, aż mi otworzy. Wyglądała... Tak naturalnie. Bez makijażu, w niedbałej kitce oraz w za luźnych ubraniach. Rzadki widok dla kogokolwiek. Tylko ja ją taką widziałam. I osoby, które sprowadzała na noc do mieszkania...
- Clara, co się stało, że się zmyłaś? Przecież było dobrze - powiedziała, gdy wiedziałam już w salonie, przy stole. Ta próbowała doprowadzić do kultury pokój, w którym się znajdowałyśmy. A po tym, co ujrzałam... Było co sprzątać. Czyli...
- Imprezy to nie mój żywioł, naprawdę. 
- Na początku też tak mówiłam, a widzisz jak teraz jest. 
- Wygarnęłam im, że gdybym mogła, to bym się wyprowadziła - szepnęłam, skubiąc słomianą podstawkę pod talerz. Usłyszałam, jak mojej towarzyszce zaparło dech w piersi.
- Co zrobili? 
- Nie wiem, nie widziałam ich od kilku godzin. 
- Co chcesz zrobić? - mimo swojej szalonej osobowości potrafiła się też skupić na tym, co się dzieje z drugą osobą. I to w niej kochałam chyba najbardziej. Tylko ona chciała ze mną rozmawiać, tylko ona mnie rozumiała i próbowała zrozumieć. 
- Na dobry początek chcę znaleźć moją matkę. 



tęsknię za moimi chłopcami z 2k13 :|
Clara oszalała, co nie? i spokojnie - wątek z mamą Clary kiedyś tam wróci, skupimy się na razie na czymś innym :D 

4 komentarze:

  1. No i co ja mam napisać, co?
    Szczerze to boję się, że gdy znajdzie matkę kiedyś tam to się nią rozczaruje.
    Clara oszalała!
    A ci niech jeszcze raz ją uderzą to zastrzelę XD
    Cudowny rozdział <3
    Czekam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczę, mam dziwne przeczucia, że dość szybko znajdzie swoją matkę i przy tym nieźle się zdziwi :D
    czekam na kolejny rozdział(i na Olka oczywiście :3 ) , pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Martwi mnie to, że pewnie moje przeczucia się sprawdzą i znajdzie swoją matkę szybciej niż przypuszczała...
    no nic, czekam nn i obym się myliła!! ;-; <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Clara ma naprawdę ciężko ale ciesze się, że jest przy niej przyjaciółka, takie osoby są potrzebne w życiu
    co do matki to myśle, że teraz już za późno i nie miały by ze sobą takiej "więzi" ale można próbować
    czekam co będzie z naszymi piłkarzami, do następnego :*

    OdpowiedzUsuń