sobota, 22 października 2016

pierwsze spotkanie

Aspołeczna. Zamknięta w sobie. Nierozumiana przez wszystko i wszystkich. Więc co robię w jednym z najbardziej tłocznych miejsc w mieście? Oh, to plan działania jednej z niewielu osób, które próbują ze mną w jakikolwiek sposób się kontaktować i konwertować.
Cierpiąca. Milcząca. Praktycznie bez jakiegokolwiek źródła wsparcia. Źródła, którego nie jestem w stanie się doszukać. Bez mała każda osoba, która chociażby po części dowiaduje się mojej...dość mrocznej historii, wypełnionej bólem i odrzuceniem, ucieka gdzie pieprz rośnie.
To wszystko zaczęło się już od...od samego początku. Od kiedy tylko pojawiłam się na tym świecie. I trwa do dziś. Czy kiedyś się skończy? Nie wiem. 
Moi rodzice mnie nie chcieli, opiekowała się mną babka. Babka i jej druga córka, a moja ciotka. Jednakże... Nie było tak kolorowo, jak to zazwyczaj jest. Byłam tą gorszą pośród wnucząt, byłam tą gorszą ze względu na to, że byłam jej spuścizną - tej gorszej, imprezującej córeczki, która za nic w świecie nie chciała dorastać, a Clara to jej życiowa wpadka i błąd, którego próbowała się pozbyć, ale się nie udało. Oh, jak mi przykro z tego powodu. 
Ale mniejsza, wróćmy do rzeczywistości, do tego, co dzieje się teraz. Mam dwadzieścia lat, prawie dwadzieścia jeden. Uczę się na filologii romańskiej w Westfälische Hochschule w Gelsenkirchen. Dalej mieszkam z osobami, które powodują, że moje poczucie własnej wartości i chęci do życia są praktycznie zerowe. Z osobami, które doprowadziły mnie do takiego stanu, że nie potrafię sobie poradzić sama ze sobą. Aczkolwiek... Nie potrafię się od nich odciąć. Mają rację - jestem słaba.
Teraz siedzę w jednym z najlepszych nocnych klubów w Gelsenkirchen, czekając aż Melanie - moja ostoja, osoba, dzięki której jeszcze tu jestem - do mnie wróci, relacjonując wydarzenia z ostatnich kilkunastu minut jej imprezowego życia.
Jak bardzo ją kochałam, tak bardzo miałam jej dość momentami. Mel jest moim całkowitym przeciwieństwem - tryskająca energią, optymistka, która ma szerokie perspektywy na świat i życie. A ja? Co ja takiego mam? Jedno wielkie nic.
Siedzę, bawiąc się słomką w drinku. Leniwie opieram głowę o drugą z rąk, czekając aż ten wieczór znajdzie swój koniec, a ja wrócę do siebie. Nigdy nie należałam do osób lubiących się bawić. Czyste przeciwieństwo mojej matki, nieprawdaż? O ojcu nic nie wiem, prócz tego, że gdy tylko dowiedział się o wpadce w wieku siedemnastu lat, to zwinął manatki i słuch po nim zaginął.
Nigdy nie wiedziałam, czego chciałam. Nigdy nie wiedziałam, czego potrzebuję. Teraz owe potrzeby powoli się materializują, ale... Nie jestem w stanie im dogodzić.

- Mogę się dosiąść? - moje marzenia o ciepłym łóżku i izolacji przerwał jakiś męski, donośny głos tuż obok. Drgnęłam, momentalnie się prostując. Naciągnęłam na dłonie materiał bluzki, chcąc zakryć błędy, które popełniam do tej pory.
Zmierzyłam go chłodnym wzrokiem. Uroczy uśmiech, ukazujący równie słodkie dołeczki. Jednocześnie ten grymas wydawał się... taki dziwny. No proszę, kto by z własnej woli sam się do mnie uśmiechał?
- Umm... Okej - odparłam niepewnie, a mężczyzna, chociaż może bardziej pasowało tu chłopak, usiadł obok. 
- Oh, gdzie moja kultura. Jestem Pierre - wyciągnął w moją stronę smukłą dłoń, którą nieśmiało uścisnęłam. Była bardzo ciepła.
- Clara.
- Imię tak samo urocze, jak jego właścicielka - speszyłam się. Komplementy i ja? To dwie różne bajki. - Co tu porabiasz sama? - podjął rozmowę, co było dla mnie niezwykłą nowością. Zazwyczaj to ja za wszelką cenę podtrzymywałam konwersację.
- Mogę zadać dokładnie to samo pytanie Tobie - zaśmiał się, a mi z lekka zrobiło się głupio. Świetne pierwsze wrażenie. - A tak naprawdę przyszłam tu z przyjaciółką, która... W sumie nie wiem, gdzie jest - wzruszyłam ramionami. Może specjalnie to zrobiła? Może wiedziała, że ktoś zainteresuje się tą nudziarą bez życia?
- A ja... Przyszedłem tu z kolegą, który siedzi o tam - niekulturalnie wskazał dłonią na faceta siedzącego przy barze, który cały czas się gapił w naszą stronę. Pomachał mu, a ten tylko machnął ręką i odwrócił się do nas tyłem. Ten z kolei był bardziej podobny do mnie. - Nie był za zbytnio chętny do pojawienia się tutaj, ale mój urok osobisty nie pozwolił mu długo odmawiać - znów dało się słyszeć jego śmiech, który był zbawczym dźwiękiem dla moich uszu.
Sprawiał wrażenie takiego... Pewnego siebie. Coś, czego mi brakowało. Zresztą jak wielu rzeczy.

O dziwo, udało się mi z nim w miarę normalnie rozmawiać. Niecodzienne, niepodobne do mnie.
Oczywiście powrót Melanie musiał zniszczyć ową chwilę odskoczni od ponurej codzienności...
Jego wzrok, łakomie pożerający krótką spódniczkę mojej przyjaciółki. Całkiem inny od tego, jaki wyłapałam w stosunku do mnie... Melanie zresztą nie była gorsza. Pierre momentalnie zapomniał o tym, że także tu jestem i to ze mną jako pierwszą podjął małą debatę o wszystkim i o niczym. Zabolało. Po tym wszystkim powinnam być przyzwyczajona do odrzucenia, prawda? Mimo tego nie byłam w stanie. Odrzucenie to najgorsze uczucie, za każdym razem uderzające w Ciebie coraz bardziej. Czyhające na Twoją ostateczną porażkę.  
Schwyciłam w dłonie wysoką szklankę, w której miałam swojego drinka i bez słowa ruszyłam w stronę baru. Pewnie nawet nie zauważyli, że zniknęłam. Nie chciałam siedzieć pośród tego towarzystwa i patrzeć się na to, że zaczynają mieć się ku sobie. To byłby potworny widok dla moich oczu.
- Vodka Sunrise - powiedziałam szybko, podając barmanowi szklankę. Nie jestem zbytnim fanem alkoholu, ale dziś... Dziś czuję, że to jedyna droga rozwiązania.
Nerwowo stukałam palcami o blat, czekając, aż barman przygotuje to dwukolorowe cudo, które jest jedynym rozwiązaniem dzisiejszych trosk.
- Uważaj na niego, lubi się bawić z dziewczynami - usłyszałam, czując na jednej z dłoni czyjś chłodny dotyk. Zamroziło mnie. Głośno przełykając ślinę, przeniosłam wzrok na właściciela ręki. Po chwili namysłu doszłam do wniosku, że autorem tych słów jest ten chłopak, który patrzył się Pierra i mnie, oraz tym, którego sam Pierre określił swoim przyjacielem.
- Uważać? Niby czemu? - spytałam, jakbym przed chwilą nie widziała tego, co sam robi.
- Sama dobrze widziałaś, co robi. Poza tym, nie jesteś jego warta - oddalił się ode mnie tak samo szybko, jak się pojawił, pozostawiając mnie samą, zdezorientowaną, bez najmniejszego słowa wyjaśnienia, skąd wzięła się w nim ta dobroć.
O nie, chyba mam dość.


mamy spotkanie z naszą cudowną dwójką! :D początek taki sobie, ale to zawsze tak jest :v

7 komentarzy:

  1. Olek musisz ją chronić! Pierre niech się zajmie tą koleżanką, skoro lubi imprezowac to bardziej pasuje do niego :D czekam na kolejny, pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejciu biedna Clara. Miała naprawdę ciężkie życie ;<
    oby teraz dzięki tej dwójce się poprawiło
    a co do Pierre jestem czujna, nie wiem czy bedzie tutaj tym złym, czy dobrym xd
    buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedulka z tej Clary.. :( Ciekawi mnie czy Pierre będzie tutaj tym dobrym, choć znając Cię to na pewno nie XDD
    Rozdział świetny kochana! :* Już się nie mogę doczekać kolejnego! :3
    Czekam i przesyłam buziaki! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedna Clara :(
    Teraz jestem kuźwa ciekawska co do Pierre :D
    Rozdział mega <
    Czekam na kolejny ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Dwie cierpiące dusze... Czekam, aż życie ich do siebie przyciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Taki sobie?! Doooomi! To jest piękne ❤❤❤
    Ta końcówka *.*
    Mamo rozpłynęłam się ❤😍
    Cudowne ❤
    Czekam na kolejny <3
    Buziaki :***

    OdpowiedzUsuń
  7. jeju, tak mi szkoda Clary...Wiem jak to jest niestety i ehh:((
    Ciekawi mnie czy zrobisz z Pierre tego złego czy jednak ( na co mam nadzieję ) tego dobrego..
    no nic, czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń