Wpadłam do mieszkania jak burza, pospiesznie zamykając się w łazience – nawet nie przywitałam się z przyjaciółką. Nawet nie wiedziałam, czy jest w domu.
Od niedzieli przeszywała mnie myśl, że...że nie jestem dla niego odpowiednią osobą. Starałam się ją ignorować, ale kiedy tylko stanęłam na trybunie... Dotarło do mnie, jak bardzo różnię się od wszystkich dziewczyn piłkarzy. Śmiały się do siebie, zagadywały. Ubrane były w rzeczy warte grube pieniądze, a z wyglądu przypominały modelki świeżo wyrwane z wybiegu. A ja? Nie znałam żadnej z nich, byłam sama... Ubierałam się skromniej, biedniej, nie mówiąc już o wyglądzie. Gdzie on miał oczy?
Nie powinnam była angażować się w tę znajomość tak bardzo, posyłać mu jakichkolwiek znaków... Przecież kiedy tylko dowie się prawdy o mnie, to sam stwierdzi, że to nie ma najmniejszego sensu. Dlatego sama wolałam się posunąć do tego kroku...
- Clari? Co się stało? - zapytała Melanie, stojąca po drugiej stronie drzwi. Szarpnęła klamką, jednakże one nawet nie drgnęły.
- Nie pasuję do Alessandro, to się stało - wyłkałam. Nigdy nie powinnam stawać na jego drodze...
- Kto już Ci tak powiedział?
- Sam tak pomyśli, jak tylko się dowie o babce, ciotce... O tym wszystkim...
- Jesteś głupią idiotką, wiesz? - miałam wrażenie, że chciała coś jeszcze dodać, jednakże przerwał jej dzwonek do drzwi. To na pewno on...
- NIE WPUSZCZAJ GO! - krzyknęłam płaczliwie, chociaż te słowa bolały. Chciałam uniknąć tego bólu odrzucenia, sama zadając mu ten cios...
Słyszałam bliżej niezidentyfikowane szmery, a potem ruch pod drzwiami.
- Clara... - wyszeptał łamliwie, a mnie zabolało serce. - Dlaczego?
Milczałam. Nie byłam w stanie zmusić mięśni twarzy do pracy, aby cokolwiek z siebie wydusić. Również uniemożliwiał mi to ból psychiczny, podobnie jak ciągle spływające po policzkach łzy.
Ja cierpiałam. On też cierpiał...
- Otwórz te drzwi, proszę - uderzył w nie. - Porozmawiajmy...
Zatkałam uszy, nie mogąc już tego słuchać. Ten ból w jego głosie nasilał potok łez i potęgował kotłujące się we mnie uczucia.
W głębi ducha chciałam znaleźć się w jego ramionach. Aby trzymał mnie w nich jak najmocniej się da i zapewnił, że będzie przy mnie i ze mną. Nade wszystko. Nawet nad tę barierę, jaka nas oddziela. Potrzebowałam go, jego obecności tuż obok. Potrzebowałam go tak samo jak tlenu, którego mi teraz brakowało...
Skoro już to zaczęłam, to też musiałam to skończyć. Definitywnie muszę usunąć się z jego życia, aby mógł o mnie zapomnieć jak najszybciej się da. Pytanie tylko, gdzie mogę to zrobić? Czyżby to wszystko zmierzało do powrotu do osobistego koszmaru? Do miejsca, gdzie dla wszystkich jestem nikim? Wszystko wygląda na to, że tak...
- Clari, Alessandro już poszedł.
Zdanie, które przelało gorycz cierpienia. Choć tak naprawdę do tego zmierzałam... Raniąc samą siebie, a jego jeszcze bardziej.
- Chodź, wytłumaczysz mi to wszystko.
- Tu nie ma co tłumaczyć... Naprawdę - szepnęłam. - Po prostu pochodzimy z dwóch różnych światów, różni nas...dosłownie wszystko.
- Pierdolisz głupoty, jesteś tego świadoma? Dobrze wiesz, jaki jest Alessandro.
- Jasne...
- W każdej chwili mogę go cofnąć, więc lepiej dla Ciebie będzie, jak otworzysz te cholerne drzwi.
Westchnęłam ciężko, z ogromną niechęcią podnosząc się z kafelkowej podłogi. Niepewnie odkluczyłam drzwi, które przyjaciółka momentalnie otworzyła. Zlustrowała mnie wzrokiem od góry do dołu, kręcąc z politowaniem głową. Na pewno wyglądałam jak półtora nieszczęścia. A czułam się jak siedem...
- Jutro masz porozmawiać z Alessandro o tym wszystkim. Nie możesz przeciągać tego wszystkiego tak długo, jak w moim przypadku.
- Boję się odrzucenia...
- Wierz mi, ale z jego strony Cię ono nie czeka - próbowała podnieść mnie na duchu, mocno do siebie przytulając. Chciałam w to wierzyć, ale... Ale nie zbiorę się na odwagę.
Tej nocy nie mogłam spać, tym bardziej mówiąc o jakiejkolwiek próbie zaśnięcia. Kiedy tylko zamykałam oczy, wyobraźnia podsyłała mi obrazy, jak mógł wyglądać Olek, kiedy prosił mnie o to, abym otworzyła drzwi. A te widoki były okropne...
Przyjaciółka chciała być przez ten czas przy mnie, ale ostatecznie udało mi się ją posłać do łóżka. Przez to musiałam sama przejść.
Strach przed odrzuceniem powstrzymywał mnie przed nawiązaniem relacji z kimkolwiek. Przełamałam się dopiero przy Melli i Olku... W mniejszym stopniu przy Marii, Larze i... Pierre. Chociaż u tego ostatniego zdecydowanie najmniej, no ale... Zazwyczaj stroniłam od ludzi, bo nie chciałam, aby mnie ranili. A sama zadawałam te ciosy...
Wzięłam do rąk długopis i notatnik przyjaciółki, w którym napisałam krótkie „dziękuję i przepraszam”. Odchodzę, bo to jedyne słuszne wyjście. Słuszne... Przynajmniej próbowałam wmówić sobie, że tak będzie dla wszystkich najlepiej. Szczególnie dla Melanie i Alessandro.
Schody zaczęły się w chwili, kiedy schwyciłam telefon. Nieodebrane połączenia, nieodczytane wiadomości... Nie umiałam nawet napisać głupiego „przepraszam” w jego stronę. Dlatego odłożyłam urządzenie na stół i oddaliłam się od niego jak najszybciej się dało, kierując się do korytarza, gdzie się ubrałam.
Nawet nie wiem, która była godzina, nie interesowało mnie to. Z przystanku autobusem niedługo potem trafiłam pod możliwie najgorszy adres, gdzie tylko mogłam się skierować.
Wchodząc na podwórko czułam jak mi się cofa. To miejsce tak bardzo mnie odrzucało. Sama ponownie skazywałam się na koszmar...
- Oh, proszę! Córka marnotrawna wróciła... - słyszałam wyższość w głosie ciotki.
to ja to tu zostawię i widzimy się za tydzień!

co ty narobiłaś!!! ;-; liczyłam na to, że sobie w tym rozdziale wszystko wyjaśnią no ale eh ;-;
OdpowiedzUsuńi żadne ''żegnaj'' nie pozwalam! :<
....coś Ty narobiła, nie ma mnie tydzień i tutaj takie rzeczy! O nie, moja droga, masz to wszystko odkręcić!!! Czekam na kolejny, pozdrawiam ;*
OdpowiedzUsuńUdusze! Przysięgam! :'((((((((((
OdpowiedzUsuńNo nie :((((((
No chyba kurde nie... Nie zgadzam się, natychmiast masz to wszystko odkręcić :((
OdpowiedzUsuńPrzez Ciebie jestem smutna i zraniona.. :/
Czekam na kolejny i liczę że wszystko się poukłada.. <3
Co ty robisz?! :((((( Idę płakać :((
OdpowiedzUsuńMasz odkręcić to wszystko :((