Patrzyłam się na niego, będąc kompletnie rozbita. Nie byłam w stanie się odezwać, ni nic. Olek siedział przy stoliku obok i próbował doprowadzić się do kultury po tym, co też usłyszał.
Ten mężczyzna... Mógł być moim ojcem? Nawet jeśli nim był, to jakim cudem się o mnie dowiedział? Jak dowiedział się, że tu jestem, a co najważniejsze – że w ogóle żyję? Nagle zainteresował się mną, czy to zwykły żart?
- O...ojcem? - wyszeptałam ledwo słyszalnie, czując, że najnormalniej w świecie się rozbeczę. Mój ojciec, tak? Przypomniał sobie o dziecku, które porzucił, po... 21 latach?
- Wiem, że w to nie wierzysz, ale tak.
- Mój ojciec dla mnie nie istnieje, proszę Pana - podniosłam się z krzesła i miałam odejść, ale powstrzymał mnie, chwytając mój nadgarstek. Wewnętrznie panikowałam, nerwowo spoglądałam na Olka, to na niego, który nawet nie ważył się puścić mojej ręki.
- Poczekaj, proszę. Chcę, żebyś mnie wysłuchała. Wiem, że powinienem odezwać się wcześniej. Ale Twoja matka przez tyle lat wmawiała mi, że usunęła ciążę... Przyznała się dopiero w obliczu śmierci.
Śmierci? Hanna nie żyje?
Znów zerknęłam na Alessandro, który czekał już w gotowości. Nieprzyjemnie łypał na mojego rozmówcę, zaciskając dłonie w pięści.
- Hanna umarła pół roku temu. Wyniszczyły ją używki i alkohol, czyli to, dzięki czemu na dobre powstałaś - uśmiechnął się kpiąco. A mi nie chciało się tego słuchać.
- Co chce Pan wnieść tym, że po tylu latach się zjawił?
Odetchnął ciężej, spoglądając na mnie smutno. Nie wiedział, było to po nim widać.
Zrobiło mi się go szkoda. Może zawsze byłam zbyt dobra dla ludzi... Ale byłam wrażliwa na nich, ich los zawsze mnie obchodził, pomimo, że inni mnie ignorowali. Kiedy widziałam w nich smutek, sama tak reagowałam. Widząc ich szczęście... Też się cieszyłam, jednakże tylko pozornie. Tego prawdziwego szczęścia praktycznie nie odczuwałam. Aż do chwili, kiedy Alessandro...
- Chcę naprawić tchórzostwo Hanny i moje. Wiem, że minęło naprawdę dużo czasu, ale jak widać Twoja matka nie chciała, abym miał z Tobą jakąkolwiek styczność. Mimo, iż sama zwróciła się do mnie o pomoc, kiedy było już źle...
- Kiedy... Kiedy to wszystko się zaczęło?
- Może usiądziesz? - zaprzeczyłam, po czym ujrzałam zawiedzenie w jego oczach. Kurwa, czemu ja jestem taka miękka...
- Powinnam zamknąć lokal, wybiła 18... Ale jeśli Panu zależy, to możemy kontynuować rozmowę. Ale pod jednym warunkiem.
- Jakim? - posłałam wymowne spojrzenie Olkowi, który niezwłocznie do nas podszedł.
- Chcę, żeby mój chłopak towarzyszył nam przez ten czas.
Twarz Schöpfa nadal miała ten nieprzyjemny wyraz, jednakże kiedy na mnie spojrzał, to momentalnie się rozchmurzył.
- I żeby Pan puścił mój nadgarstek.
- Ah, przepraszam - zreflektował się, a ja już po chwili byłam wolna. Odetchnęłam z ulgą, a Olek się rozluźnił.
- Za chwilę wrócę - powiedziałam, oddalając się od zajmowanego przez nas stolika. Alessandro bez słowa poszedł za mną.
- Clara... - zaczął, kiedy byliśmy już w kanciapie. Odetchnęłam ciężej, biorąc w dłonie kurtkę. - Nie podoba mi się to.
- Wiesz, ile czekałam na tę okazję? Ile nocy spędziłam na płaczu i wyobrażaniu sobie tego, że moi rodzice przyjdą po mnie i zabiorą mnie z tamtego domu? Olek, to może być moja jedyna nadzieja.
- Nie chcę, żebyś później cierpiała... - przytulił mnie do siebie, gładząc po plecach. Wtuliłam głowę w jego bark, próbując hamować się przed szlochem i łzami.
- Chcę rozmowy. Chcę dowiedzieć się przeszłości...
- Miałaś do niej nie wracać...
- Wiesz, że ona przede mną nie ucieknie. Muszę stawić jej czoła. Najwyżej znów będzie źle.
Minęło parę minut, nim wróciliśmy do mężczyzny, który sprawiał wrażenie, że miasto zna jak własną kieszeń. W trakcie drogi do kolejnej kawiarni nie rozmawialiśmy, przez co praktycznie rozsadzało mnie od środka. Chciałam zadać mu tyle pytań, ale tak na dobrą sprawę nie wiedziałam od czego zacząć...
- Cóż za faux-pas z mojej strony... Nazywam się Anton Schlüter - wyciągnął w moją stronę dłoń, którą niepewnie ścisnęłam. Podobnie było w przypadku Alessandro. Jednakże ten zachowywał ogromny dystans w stosunku do niego. - Wracając do naszej rozmowy...
- Ma Pan rodzinę? - nawet nie wiem jak i kiedy, ale wypowiedziałam to pytanie na głos. Nie byłam w stanie nad tym zapanować, musiałam to powiedzieć. Nie wiem, to chyba mnie najbardziej obchodziło.
Olek nieprzerwanie trzymał moje dłonie pod stołem, pocierając moje palce. Obserwował także każdego z nas.
- Tak, mam żonę i dwójkę dzieci - mam... rodzeństwo? W dodatku ułożył sobie życie z inną kobietą, jednocześnie mając kontakty z moją matką?
- Wiedzą o mnie? - zatwierdził mi.
- Gabriela bardzo wspierała mnie w czasie, kiedy oczekiwałem na jakiekolwiek wiadomości o Tobie. Pomimo, iż początkowo była na mnie wściekła za to, co zrobiłem.
- Nie dziwię się - wtrącił chłopak, a ja trąciłam swoją nogą jego. Schlüter westchnął cicho.
- Dzieci nie wiedzą, cóż, Oliver ma raptem osiem lat, a Anna jest od niego jeszcze o dwa młodsza. Za dużo nie rozumieją.
One są takie malutkie... Mimowolnie się uśmiechnęłam. Kocham dzieci, a szczególnie jeśli takie maluchy mają być moim rodzeństwem...
Opowiedział nam historię związaną z moją matką. Hanna zwróciła się do niego o pomoc sześć lat temu, kiedy była na granicy ludzkiego życia. Od razu rozpoznał ją jako osobę, której po części zniszczył życie, dlatego okazał jej wsparcie – po prostu gryzły go wyrzuty sumienia, że mnie spłodził, kiedy miał raptem niecałe siedemnaście lat. Mój ojciec, po konsultacji ze swoją żoną, pomógł jej, zważając na to, co się działo. Wtedy to też zainteresował się moją osobą, jednakże kobieta zapewniała go, że mnie usunęła.
Moja matka była alkoholiczką. Prostytuowała się, aby mieć za co kupić cokolwiek do picia, co zawierało sporą dawkę etanolu. Nie zdziwiłabym się, gdyby miała jeszcze różnego rodzaju choroby weneryczne.
Kiedy umierała, przyznała mu, że go okłamała. Że nie usunęła mnie, tylko po porodzie od razu oddała swojej matce i wznowiła swoje szaleńcze życie. Wtedy to zrodził się w nim cień nadziei, że uda mu się mnie odnaleźć i spróbować porozumieć.
Czyli doszliśmy do momentu, kiedy przeszłość spotkała się z teraźniejszością.
- Jestem świadomy tego, że odezwałem się za późno, że nic nie da się uratować. Ale proszę Cię. Przemyśl to.
to jak myslicie, co zrobi Clara? ;)
btw. chyba powoli zbliża się koniec ich historii.

Nie wiem co zrobi Clara, ale ja bym...wybaczyła ojcu. Mimo wszystko. Podświadomie liczę, ze tak właśnie uczyni. Tym bardziej, że dzieki temu będzie mogła wyrwać się od tej okropnej babci..czekam na kolejny ;*
OdpowiedzUsuńcholerka, ciężka sprawa..ale chyba na jej miejscu bym wybaczyła to wszystko ojcu, bo każdy zasługuje na drugą szansę
OdpowiedzUsuńno nic, ale zobaczymy jak ty postanowiłaś w następnym rozdziale!
❤❤❤
OdpowiedzUsuńTak jak chyba wszystkie czytelniczki tutaj myślę, że powinna wybaczyć ojcu, w końcu to ojciec :) Ale zobaczymy co wymyśliłaś XD
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :*
Buziaki! <3
Może powinna mu wybaczyć, ale też powinna na niego uważać :) Nie zna kolesia....
OdpowiedzUsuń